![]() |
Tłumaczenie: Mariusz Arno Jaworowski Tytuł oryginału: Matilda Data wydania: 2008 ISBN: 9788361174448 Liczba stron: 141 |
Oto próbka języka.
"Jej ojciec (Matyldy) powiedział, że to prawdziwy wrzód" (s.50)
O Matyldę chodziło!!!
"Jak ona wygląda? Pewnie to jakiś wredny mały robal. Odkryłam w czasie mojej długiej kariery nauczycielki, że niedobra dziewczynka jest o wiele gorsza od niedobrego chłopca. Jest z nimi zupełnie tak, jak z muchami. Przywala się takiej gazetą, a jej już tam nie ma. Małe dziewczynki to wredne potwory. Całe szczęście, że ja nigdy taka nie byłam". (s. 51)
"Dziewczynka z warkoczami, Amanda Mszyca, stała bez ruchu, patrząc na nadchodzącą olbrzymkę, a jej twarz miała wyraz osoby, która znalazła się na niewielkim pastwisku razem ze wściekłym bykiem. Stała drżąc jak osika, przerażona, z wybałuszonymi oczami, i była przekonana, że oto nadszedł dla niej Dzień Sądu Ostatecznego. Pałka dotarła już do swojej ofiary i zatrzymała się. - Jutro masz przyjść do szkoły bez tych ohydnych warkoczy! — szczeknęła. — Masz je oderżnąć i wrzucić do śmietnika, zrozumiano? Amanda, choć sparaliżowana ze strachu, zdołała wyjąkać: - Ale m-m-mamusia je lubi. Codziennie rano mi je zaplata. - Twoja mamusia to kretynka! — ryknęła Pałka. Dźgnęła paluchem grubości salami w głowę dziecka i dodała: — Wyglądasz jak szczur, któremu ogon wyrósł z łba! - Mamusia mówi, że wyglądam uroczo, p-p-proszę pani — wyjąkała Amanda trzęsąc się jak galareta. - Guzik mnie obchodzi, co mówi twoja mamusia — ryknęła Pałka, po czym rzuciła się do przodu, chwyciła jedną ręką warkocze Amandy i podniosła za nie dziewczynkę. Zaczęła kręcić nią w kółko nad głową, coraz szybciej i szybciej. Amanda darła się jak obdzierana ze skóry, a Pałka wrzeszczała: — Już ja ci pokażę warkoczyki, ty mała szczurzyco! " (s. 67)
"- Ta gnida — zadudniła Pałka, wskazując na niego szpicrutą jak rapierem — ta obrzydliwa pluskwa, ten bękart to zwykły przestępca z kryminalnego podziemia, członek mafii! - Kto, ja? — spytał Brzuś Truchcik. Na jego twarzy malował się wyraz szczerego zdziwienia. - Złodziej! — darła się Pałka. — Kanciarz! Pirat! Rzezimieszek! Koniokrad! - To wszystko nieprawda, pani dyrektor. - Zaprzeczasz, ty nędzna pluskwo? Nie przyznajesz się do winy? - Nie mam pojęcia, o czym pani mówi — odparł chłopiec, zdziwiony jeszcze bardziej niż poprzednio. - Zaraz ci powiem, o czym mówię, ty ropiejący bąblu! — wrzasnęła Pałka. — Wczoraj rano, podczas przerwy, wślizgnąłeś się jak wąż do kuchni i ukradłeś z mojej tacy kawałek tortu czekoladowego! Kucharka sama poustawiała wszystko na tej tacy! To była moja poranna przekąska! A jeśli chodzi o tort, to był z moich prywatnych zapasów! Chyba nie wyobrażasz sobie, że będę jadła te świństwa, którymi was karmimy? Ten tort zrobiono z prawdziwego masła j prawdziwej śmietany! A ty, rozbójniku, ukradłeś go i zjadłeś!" (s. 70-71)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz