Polecany post

Spis recenzji...

czyli porządek musi być! Jak już człowiek dłużej, niż rok prowadzi bloga, to może pogubić się, o jakiej książce pisał, a o jakiej nie.  Pos...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rak. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 lutego 2016

Z cyklu "Idzie rak, nieborak..."

"To się stanie naprawdę. Uprzedzali mnie, że tak będzie, ale nastąpi szybciej, niż się spodziewali. Nie wrócę do szkoły. Nigdy. Nigdy nie będę sławna ani nie pozostawię po sobie nic wartościowego. Nie pójdę do college'u i nie podejmę pracy. Nie zobaczę, jak mój brat dorasta. Nie będę podróżować, zarabiać, prowadzić samochodu, nie zakocham się i nie wyprowadzę się z domu.
To się stanie naprawdę. Tak". (s.47)

Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Tłumaczenie: Monika Gajdzińska
Tytuł oryginału: Before I die
Data wydania: kwiecień 2009
ISBN: 9788310116666
Liczba stron: 272

Książka jakich wiele. Wchodząca w dorosłość dziewczyna choruje na raka. Tessie ma 16 lat i od kilu lat zmaga się z białaczką. Leczenie nie odnosi skutku i Tessie wie, że wkrótce umrze. Postanawia sobie zrobić listę rzeczy, które warto zrobić przed śmiercią. Co to za rzeczy? Pójście do łóżka z chłopakiem. Z kimkolwiek. Byle zobaczyć, jak to jest.
Wg mnie z wyrachowania. Jakoś nie rozumiem seksu bez miłości. Potem Tess znajduje chłopaka, zakochuje się w sąsiedzie - Adamie. I kolejne życzenie. Zamieszkać z nim. Raczej to chyba nie jest normą, że szesnastolatka mieszka z chłopakiem i w dodatku z tatusiem za ścianą.
I w ostatnim stadium choroby ma czas, żeby wyliczyć:
"Kochaliśmy się dwadzieścia siedem razy i spędziliśmy w łóżku sześćdziesiąt dwie noce, a to dużo miłości" (s. 254).
Seks (1 +27) też miał miejsce w ostatnim stadium choroby.
Jeszcze inne szalone życzenia to spróbować narkotyków, złamać prawo.
Tess kradnie kilka rzeczy ze sklepu. To jeszcze jestem w stanie wybaczyć.
Ale także prowadzi samochód bez prawa jazdy. Takim czynem naraża życie innych ludzi.
Przykro mi, ale rak, ani żadna inna ciężka choroba nie upoważnia do narażania życia innych.
Tess często postępuje skrajnie nieodpowiedzialnie.

Czasem mam wrażenie, że cokolwiek o raku sprzeda się...

wtorek, 6 stycznia 2015

Przychodzimy, odchodzimy leciuteńko na paluszkach...


Wydawnictwo:Znak
Data wydania: 17 lutego 2014
ISBN: 9788324028825
Liczba stron: 288
Spodziewałam się czegoś innego. Matka zmagająca się z choroba i stratą dziecka. Polska Jodi Picoult, polskie "Bez mojej zgody".

Tymczasem nie jest to powieść. Jest to przedruk bloga hospicyjnej wolontariuszki. Autorka bloga została nawet nagrodzona. Owszem, autorka straciła córeczkę i ma inne dramatyczne przeżycia za sobą.

Książki "Chustka", czy "Magda, miłość i rak" są zapisem jednej historii. Odzwierciedlają jedno życie. Opisują walkę z chorobą jednej, konkretnej osoby.
W "Zorkownii" takich historii jest wiele. Bo wiele jest pacjentów w hospicjum.
Z niektórymi osobami Agnieszka zaprzyjaźniła się bardziej. Czasami do hospicjum przychodziła codziennie.
Z niektórymi śmierciami trudniej jest się pogodzić. Jak pogodzić się ze śmiercią dziecka? Jak pogodzić się ze śmiercią młodej kobiety, która niedawno urodziła córeczkę? Agnieszka namówiła ją na napisanie pożegnalnego listu do dziewczynki.

Książka została mi polecona. Jak ktoś napisze, że przeczytał "Chustkę" to prędzej czy później ktoś inny "Zorkownię" mu poleci.
Książka ta wymyka się ocenom.
Po pierwsze. Nie jest to beletrystyka, tylko przedruk bloga. Strony nie są numerowane (W "Chustce" też nie były). Nie ma tu akcji, którą należy śledzić.
Po drugie niektóre rzeczy bardzo trudno jest ocenić. Czas i serce, które włożyła Agnieszka przebywając z pacjentami hospicjum. Wielokrotnie towarzyszyła im w odejściu. To wszystko zasługuje na najwyższą ocenę.

Książkę polecam. Sama od czasu do czasu zajrzę na blog Zorkownia.

piątek, 31 stycznia 2014

Ja też kocham maj!!!

Styczeń dobiega końca, a tu kilka zobowiązań -wyzwań czytelnicze, jakich się podjęłam. Jednym z nich jest od A do Z. Do stycznia została przypisana literka "M". Książkę przeczytałam, dużo gorzej jest z napisaniem czegoś o książce. Zwłaszcza o trudnej książce, bo o książce dotyczącej choroby. O osobie, która dwa lata temu jeszcze była z nami. Na książkę wpadłam przypadkiem, podczas wizyty w bibliotece. Wahałam się, czy ją wypożyczyć. Rozsądek mówił mi, żeby zostawić, mam ponad 15 książek na karcie. Przegrałam dyskusję z rozsądkiem. Książkę wypożyczyłam, wręcz prawie ukradłam ;)

Wydawnictwo:Wydawnictwo Zwierciadło
Data wydania: 25 września 2013
ISBN - 9788363014667
Liczba stron - 224

O Magdzie słyszałam, choćby dlatego, ze zdarza mi się oglądać Wiadomości i czytać gazety.

Wiele z nas słyszało o Magdzie Prokopowicz. Założyła fundację Rak'n'Roll. Mimo choroby nowotworowej urodziła dziecko. Książka „Magda, miłość i rak” jest relacją z fragmentu życia Magdy.
Książka podzielona jest na kilka części.

1.  Wstęp
2.  Dekalog Magdy
3.  Magda, miłość i rak (rozmowy z Magdą Prokopowicz)
4. Blog Magdy
5.Miłość nigdy się nie skończyła (rozmowa z Bartkiem Prokopowiczem)
6. Do dzisiaj nie wiem, co chciała mi powiedzieć (rozmowa z dr Mariolą Kosowicz, psychoonkologiem)

Książka rozpoczyna się optymistycznie. Bo taki był ostatni wpis w blogu Magdy. Był hymnem na cześć życia. I wiecie co? Ja też kocham maj.

Dekalog Magdy dostępny jest na stronie fundacji Rak’n’roll.
Trzecia część jest zapisem rozmów z Magdą Prokopowicz. Magda raka miała w zasadzie w genach. Jej rodzice zmarli na raka.
Mówi o dniu, w którym znalazła pierwszy guzek w piersi. Magda przyznaje się, że korzystała z usług medycyny niekonwencjonalnej. O tym, jak się zakochała w Bartku. O ciąży. O tym, z jaką determinacją walczyła o możliwość urodzenia dziecka. Tylko jeden lekarz zdecydował się na leczenie ciężarnej kobiety. O stracie piersi, włosów. O tym, jak to jest być łysą matką bez piersi. O tym, że nie zawsze układało się jej z Bartkiem. O kryzysach, w czasie których nie miała ochoty rozmawiać z przyjaciółmi.

Czwarta część to blog Magdy. Różni się on od blogu Chustki, i to nie tylko dlatego, ze Magda zdanie zaczyna z dużej litery i nie przeklina. Jej wpisy są też rzadsze.

Piąty rozdział jest rozmową autorki z Bartkiem. To bardzo ważny rozdział. Magdzie i Bartkowi – mimo, ze się kochali – nie zawsze się układało. Doszło nawet do tego, że Magda wyrzuciła Bartka z domu. Bartek mówi, co wtedy czuł. Mamy wypowiedź drugiej strony. Męża, który wie, że jego żona umrze.
Magda była skupiona na chorobie, a Bartek często zostawał sam. Choroba odcisnęła piętno na ich związku. Bartek wrócił do Magdy. Ponoć umarła na jego rękach.
Warto zadać sobie pytanie na co pozwala choroba. Na ile nas usprawiedliwia. Człowiek chory może częściej strzelać fochy. Ale gdzie jest granica.
No i druga strona. Nie powinna zapomnieć o sobie.

Psychoonkolog w ostatnim, szóstym rozdziale mówi, że osoba wspierająca ma prawo i obowiązek zadbać o siebie.
Magda w ostatnich dniach życia zadzwoniła do dr. Marioli Kosowicz (psychoonkologia). Niestety, lekarka nie odebrała telefonu. Gdy próbowała oddzwonić Magda była już nieprzytomna. Dlatego wywiad z nią zakończony słowami „do dzisiaj nie wiem, co chciała mi powiedzieć…”

Książka wzbogacona jest o zdjęcia. Niektóre są piękne. Magda nawet bez włosów była piękną kobietą.
Niektóre ze zdjęć budzą moją grozę. Nie podobały mi się zdjęcia Magdy z popsutymi lalkami.  Budzą we mnie strach.

A oto ostatni wpis Magdy:


"Nie mogę nacieszyć się majem. Jest tak piękny, kolorowy, ciepły, słoneczny, kojący, wyjątkowy. To najpiękniejszy miesiąc. Bez, konwalie, bratki, magnolie. CUD NATURY! Uwielbiam swój mały ogród przed domem, mam ochotę dosadzać w nim kolory i malować nimi jak na płótnie. Codziennie wstaje o 4 rano i słucham koncertu ptaków. OBŁĘDNE!. Mam tyle energii, że mogłabym obiec kulę ziemską jednej nocy. Głowa rośnie od kreatywnych pomysłów. Tak kocham świat, życie, ludzi, naturę, zwierzęta. Staram się robić wszystko wolniej aby zauważać życie wokół mnie, w każdej minucie napotykam na coś niezwykłego…piękna rozmowa ludzi, napis gdzieś niby nic nie znaczący a jednak symboliczny, twarz człowieka narysowana przez połamania płyty chodnikowej, piękny materiał na sukience, kolorowe paznokcie. Jestem totalnie odurzona majem !!! Kocham patrzeć na mojego synka biegającego po podwórku, jestem taka dumna jak jeździ na rowerze. Przybiega do mnie rano krzycząc: mamusiu, szybko chodź słońce już czeka na nas. Sadzimy razem kwiatki, uwielbia się angażować we wszystko. Teraz planujemy sasadzenie słoneczników i poziomek. Jak urosną oszalejemy ze szczęścia. Takie oto wystarcza mi życie, proste, normalne, codzienne :-) .Całuje majowo i śle WAM moc!"

Książka także uczestniczy w wyzwaniu bibliotecznym.

środa, 30 października 2013

Znowu stosik biblioteczno-domowy

Jak wspaniałą rzeczą jest możliwość rezerwacji książek on-line. Dzięki temu przyjeżdżam już po przygotowane książki. Ewentualnie rezerwuję wymarzoną książkę i czekam. Wiem, która jestem w kolejce. Tak nawiasem mówiąc wszyscy rzucili się na książki Alice Munro. Mogłabym zarezerwować książkę "Przyjaciółka z młodości", ale byłabym 5 w kolejce. Poczekam ze złożeniem zamówienia.


Dziś wypożyczyłam następujące książki:

1. Zabić drozda - H. Lee. Wprawdzie nie wypożyczyłam, bo mam w domu. Ale zaczęłam czytać. Zapowiada się interesująco. Książka wydana w 1969 roku (a więc starsza niż ja) i ze zdjęciami z filmu (był taki?).
2 i 3. "Rok ogrodnika" oraz "Daszeńka, czyli Żywot szczeniaka" - K.  Čapek. Z ilustracjami oraz zdjęciami (Daszeńka) samego autora. Autor urodził się tego samego dnia, co M.Musierowicz. "Rok ogrodnika" często bywa na zagadkach. Również zapowiada się ciekawie. Zdjęcia Daszeńki -  mimo, że czarno-białe - urocze.
4, 5 i 6 z cyklu "I cóż , że ze Szwecji", czyli P. Stalfelt i "Mała książka o życiu", "Mała książka o strachach" i "Twoje prawa - ważna sprawa". Już przeczytane. Mała książka o życiu po drobnej korekcie jeszcze by uszła. Ale Mała książka o strachach? Makabra.  Nowej wersji "Opowieści wigilijnej" aż strach cytować. Nie sądzę, że książka pomoże oswoić się dzieciom z ich lękami. O dziwo - są to książki dla bardzo małych, bo 4-letnich dzieci.
7. Niedawno na FB znalazłam zdjęcie z takim napisem: "Ludzkość traci swoich geniuszy. Arystoteles umarł, Newton odszedł, Einstein umarł i ja też nie czuję się za dobrze" .
Więc czas na "Krótką historię geniuszy" B. Brysona. Właściwie on jest tylko redaktorem. Gruba, pisana małą czcionką książka. Pięknie wydana. Aż się boję lektury - nie wiem, czy podołam. 

8. "Spotkamy się kiedyś w moim raju" - Ch. und I. Zachert, czyli idzie rak, nieborak. 
9. Od Astrid do Lindgren - V.Oravsky, K.P.Larsen i Autor anonimowy. "Bezpretensjonalna, chwilami sentymentalna, podszyta ciepły humorem uroczo staroświecka opowieść. Idealna, rozgrzewająca lektura na listopadowe wieczory". Ciekawe, skąd wydawca wiedział, że będę tę książkę akurat w listopadzie?
10. Z poprzedniego stosika została książka J.Herriota - "Jeśli tylko potrafiłyby mówić".  Nie wątpię, że przeczytam.

Chciałam zamieścić zdjęcie stosika, ale mój komputer się buntuje i nie chce wczytać kabelka USB :(
Złośliwość rzeczy martwych. Albo kabelek USB się buntuje i nie chce przesłać zdjęć do komputera. Złośliwość rzeczy martwych.
Zdjęcie może będzie jutro.


Niedawno skończyłam czytać książkę "Na plebanii w Haworth" (myślałam, że się nie uporam) i zapewne po 1 listopada  podzielę się refleksjami. Jedno powiem. Cieszę, się, że przeczytałam książkę o rodzinie
Brontë.

sobota, 28 września 2013

Idzie rak nieborak...

wydawnictwo: Znak
data wydania: 6 maja 2013
ISBN: 9788324021017
liczba stron: 400

Oj, niewyparzony język ma Joanna. Bardzo wyrazista osoba. I piękna kobieta. Nawet, gdy chorowała.
Zdjęcia Joanny umieszczone są w książce. Pewnie to w jakiejś zasługa fotografa. Ale zdjęcia są piękne.

Piękna książka. Wzruszająca i optymistyczna zarazem. Jest to książka o raku, o dwuletnim zmaganiu się z chorobą. Joanna przegrała walkę z rakiem. Po lekturze książki nie czuję się jednak zdołowana.
Wiele razy miałam łzy w oczach.
Wiele razy uśmiechałam się.  Można śmiać się czytając książkę o raku? Można. Joanna potrafiła żartować z choroby. Pieszczotliwie nazywać raka. Jeden z jej kolegów powiedział: "Trudno się odnaleźć w rozmowie z tobą, gdy nabijasz się ze swego umierania. no tak. tak byłam, taka jestem. nabijam się. z siebie, z choroby. co innego mogę zrobić? postaram się kpić, póki starczy mi sił."

Chustka pisze o swoich zmaganiach, o dwuletniej walce z chorobą.
O tym, za co byłą wdzięczna, a co ją denerwowało.
O Niemężu, o swoim synku. O miłości, jaka panowała w ich domu. Przytacza zabawne rozmowy z synkiem, jego błyskotliwe myśli (wywiadówki są po to, żeby rodzice mogli zezłościć się na dzieci).
Mówi o dniach, gdy miała samopoczucie na -50.
Posługuje się soczystym językiem. Przeklina."Kurwunia" nie jest najbardziej soczystym słowem.
Cytuje piękne wiersze. Rozpoczyna zdanie od małej litery.
Ma plany. Chce zatańczyć na weselu syna. Chce niańczyć wnuki.
Marzenia Joanny nie spełniły się.
Jaka szkoda, że nie mogła zatańczyć na weselu syna.
Joanna odeszła w poniedziałek 29 października 2012 roku.

 "obiecuję, że jak przejdę na drugą
stronę, to będę na Was czekać.

przytrzymam Wam drzwi. podam kapcie. 
oprowadzę po obiekcie. pokażę, gdzie jest
kuchnia, gdzie jest ubikacja, gdzie są sypialnie.



i choć nie wierzę w Boga w kościele, w eucharystii,

w księdzu, to mam wiarę, że Tam coś jest.
coś bez wątpienia dobrego.
jak powiedział Niemąż: tyle religii nie może się mylić".

Co mi przeszkadzało w książce? Brak numeracji stron.

Mam też jeden zarzut odnośnie Chustki. Joanna jest szczera. Bardzo szczera. Nie podobało mi się to, że jadąc samochodem przekraczała prędkość.
Według mnie nawet choroba nowotworowa nie upoważnia do narażania życia drugiego człowieka.

Mimo wszystko podziwiam Joannę.

I sądzę, że świat jest niesprawiedliwy. Osoba, która nie przekroczyła czterdziestki nie powinna umierać. Siedmioletnie dziecko nie powinno tracić matki.