poniedziałek, 19 września 2016

Góry, góry...

Tłumaczenie: Krystyna Palmowska
Tytuł oryginału: Into Thin Air
Data wydania: 23 września 2015
ISBN: 9788380491472
Liczba stron: 419

Ciekawa, a zarazem ciężka książka. Jest to relacja z wyprawy na Mount Everest w roku 1996. Dużo nazwisk i nazw poszczególnych partii (części Everestu) – Icefall, uskok Hilarego, itp.

Dlaczego ludzie wspinają się na Everest? 
- "Ponieważ istnieje" [Mallory]


Dawno, dawno temu kupiłam przewodnik po Nepalu (kolekcja Wyborczej, Podróże marzeń)
Nepal – było więc i o Evereście. Było o trekkingu. I tak sobie zamarzyłam, ze może kiedyś jakiś prosty szlak (o zdobyciu szczytu nie mam co marzyć). 
Książka „Wszystko za Everest” pozbawiła mnie złudzeń. Himalaje są bardzo niebezpieczne. A Everest nie wybacza najmniejszego błędu. 


„Mówię ci, rozpracowaliśmy problem dużego E, omotaliśmy tę górę. Zbudowaliśmy ‘żółtą brukowaną drogę’ do szczęścia aż na sam szczyt”. 
Taka droga niestety nie istnieje, a Góra srogo każe pyszałków. Gina tam i wytrawni wspinacze. Tacy, którym Everestu brakuje do zdobycia Korony Ziemi.
I Szerpowie giną w czasie wyprawy. 

„Żeby wejść na Everest trzeba być niezwykle zmotywowanym, lecz jeśli przesadzisz z siłą motywacji, narażasz się na śmierć. Co więcej, powyżej poziomu 7900 metrów granica między słusznym zapałem i lekkomyślną ‘gorączką szczytową’ staje się niebezpiecznie wąska. Dlatego też zbocza Everestu usłane są zwłokami alpinistów” [s. 245]
Nie bardzo rozumiem, jak można zrezygnować z wejścia, jeśli ma się tylko 100 m. do szczytu. Ale ja nie byłam na Evereście. Maksymalna wysokość, na jakiej byłam to około 2500 m.

„Sądzimy, ze ludzie płacą nam za to, żebyśmy podejmowali słuszne decyzje, ale tak naprawdę ludzie płacą nam za to, żeby dostać się na szczyt” [s.303]
Nie dziwię się, wybulić ~100 tys. $ i zrezygnować tuż przed szczytem...


„Przeciętni śmiertelnicy marzący o Evereście powinni mieć na uwadze, że jeśli w strefie śmierci sprawy przyjmą niekorzystny obrót – a wcześniej czy później zawsze się tak dzieje – nawet najlepsi przewodnicy świata mogą nie zdołać uratować im życia. Co więcej, jak pokazały wydarzenia tego roku [1996] najsilniejsi przewodnicy światowej sławy mogą nie być w stanie uratować nawet samych siebie. Czwórka moich przyjaciół zginęła nie dlatego, że system Roba Halla był wadliwy. Tak naprawdę nikt nie miał lepszego. Zginęli dlatego, że na Evereście, w zderzeniu z rzeczywistością nawet najlepsze systemy ulegają totalnemu załamaniu, mszcząc się na swoich autorach”. [s.363]
Jedną z najsmutniejszych części książki było to, jak ledwo żywi i piekielnie zmęczeni uczestnicy wyprawy natknęli się na (ledwo) żywych towarzyszy (np. Yasuko Namba) i podjęli decyzję o pozostawieniu ich na stoku.

O, w tym momencie rezygnuję ze wspinaczki. Mdli mnie od samego patrzenia. [Shrek, ja w dół patrzę ;) ]
źródło



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz