niedziela, 30 marca 2014

O psie, który jeździł koleją...

Po raz kolejny sięgnęłam po książkę Romana Pisarskiego.
Po raz kolejny postanowiłam, że nie będę płakać.
I po raz kolejny nie udało mi się...

Nie będę streszczała książki. Większość z nas wie, że podróżował koleją  i zginął tragicznie ratując córkę zwiadowcy.
Powiem, czego dowiedziałam się o Lampo. Już wcześniej chciałam się czegoś o nim dowiedzieć, poszukać jakichś informacji o tym sympatycznym piesku.

 Tak wygląda stacja kolejowa Marittima - miejsce, gdzie przez pewien czas mieszkał i zginął Lampo
Campiglia Marittima
Campigalia Marittima

Marittima

A to jest pomnik i zdjęcie pieska
Lampo

Lampo

Lampo


Lampo zginął w 1961 roku (dane z Wikipedii). Oto, co jeszcze pisze Wikipedia o piesku:

"Mieszaniec Lampo żył naprawdę w latach 50. XX wieku. Samodzielnie podróżował pociągami, przez co stał się najczęściej opisywanym i fotografowanym psem tamtych czasów. W 1961 zginął potrącony przez pociąg i pochowany pod akacją rosnącą przy stacji, a w rok później postawiono mu tam mały pomnik."

Polskie dzieci znają historię psa ze wspomnianej przeze mnie na początku książki autorstwa Romana Pisarskiego "O psie, który jeździł koleją".

O psie, który jeździł koleją - Roman Pisarski
Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza
Data wydania: 1980 (data przybliżona)
Liczba stron: 56

Okazuje się, że nie jest to jedyna książka o psie Lampo.
To jest angielski odpowiednik książki:
Lampo
A to są książki w języku włoskim.
Lampo il Cane Viaggiatore
Lampo, il cane viaggatore

Znalazłam jeszcze film o Lampo. Niestety, w języku włoskim.
  

Nie czytałam książki E.Barlettaniego. Nie mam pojęcia, jak na jej tle wypada polski odpowiednik książki. Jednak nie żałuję, że dowiedziałam się o psie Lampo. A poznałam jego przygody dzięki panu Romanowi Pisarskiemu, za co jestem mu wdzięczna.

Książka przeczytana w ramach wyzwań "od A do Z" i "czytam książki wydane przed 1990 rokiem"

niedziela, 23 marca 2014

List do matki


To moje kolejne spotkanie z Waris Dirie. I póki co chyba ostatnie. Ostatnie nie dlatego, że nie cenię jej twórczości, ale dlatego, że przeczytałam wszystko, co napisała. Nie chcę oceniać warsztatu Waris. Nie jestem krytykiem literackim. Poza tym Waris czytać i pisać nauczyła się jako osoba dorosła, już po ucieczce z Somalii. Za to należy się jej ogromny szacunek. Mnie jej książki czytało się nieźle. Za najtrudniejszą w odbiorze uznaję "Przełamać tabu" - książka ta opisuje fundację Waris i problem obrzezania w Europie. Ma charakter bardziej dokumentalny. Tak, Afrykanie emigrujący do Europy czy ameryki nadal kultywują niektóre swoje zwyczaje. W Europie także dochodzi do obrzezań dziewcząt. To do nie uwierzenia, prawda? Samo obrzezanie dziewcząt jest czymś tak niewiarygodnym, że gdy po raz pierwszy usłyszałam nie uwierzyłam w to.

Ostatnią książką tej autorki, po którą sięgnęłam (pełna obaw) są "List do matki. Wyznanie miłości."

Tłumaczenie: Joanna Pierzchała
Tytuł oryginału: A Letter To My Mother
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: marzec 2009
ISBN: 9788324709168
Liczba stron: 160


Matka Waris choruje, więc Waris (mieszkająca w Austrii) i brat (Anglia) decydują się sprowadzić ją do Europy, by w jednej z tamtejszych klinik przeszła operację i badania.Pobyt matki w Wiedniu jest okazją do rozmów. Waris żywi także nadzieję, że pojedna się z matką - matka nie akceptuje działań swojej córki przeciw obrzezaniu kobiet. Uważa to za zdradę Afryki i Somalii. Przyjazd do Europy jest dla matki zetknięciem z inną, odrębną kulturą. Boi się psów, które dla niej są zwierzętami nieczystymi. Dlatego nie wychodzi z taksówki, gdy ulicą przeszedł pies.

Książka przedstawia modelkę od innej, ciemniejszej strony.Zawsze uważałam, że Waris jest silną kobietą. Przeciwstawiła się rodzinie odmawiając wyjścia za mąż za dużo starszego mężczyznę. Mężczyznę, który mógłby być jej dziadkiem. Zaryzykowała ucieczkę przez pustynię. Zaczęła nowe życie w nowym świecie.

Nie przypuszczałam, że Waris Dirie zmaga się z takimi problemami.
Mimo operacji, którą przeszła w Londynie nadal odczuwa bóle będące skutkiem obrzezania.
Założyła fundację, która walczy z obrzezaniem dziewcząt. Nie znajduje to zrozumienia u matki,  która uważa, że podjęła dobrą decyzję. Gdy przyjechała do Wiednia na operację to z dumą wyznała córce, że kobieta, która dokonuje obrzezań (okaleczyła między innymi Waris) jest teraz jej sąsiadką.
Tego samego zdania są także brat i siostra Waris. Odwiedzili ją przy okazji wizyty matki.
Problemy zdrowotne, brak wsparcia rodziny przyczyniły się do tego, że Waris sięgnęła po alkohol. Nazywa go "złą wodą". Nigdy nie podejrzewałabym, że afrykańska modelka stanie się alkoholiczką. Dobrze, że Waris ma przyjaciół z fundacji, którzy gotowi są jej pomóc. Oby jak najdłużej.

Waris rozstała się z matką w gniewie. Po jej odjeździe próbuje sobie wszystko przemyśleć i pisze do matki list. List pisany pochyłą kursywą przeplatany jest refleksjami, wspomnieniami Waris pisanymi normalną czcionką.

Waris pisze także o Afryce, o swojej miłości do kraju i o tym, na czym powinna polegać pomoc dla Afryki.

Książkę oceniam pozytywnie.

piątek, 14 marca 2014

Oto jest Kasia

Książka, która czytałam kilkakrotnie. Jako małemu dziecku bardzo mi się podobała.
Na portalach czytelniczych książki można oceniać. Na "Lubimy czytać" można dać maksymalnie 10 gwiazdek. Gdy byłam mała  ta książka z pewnością dostałaby 10 gwiazdek. Dzisiaj jednak dałam pięć. Dlaczego?

Oto jest Kasia - Mira Jaworczakowa
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 1981 (data przybliżona)
ISBN: 8310079249
Liczba stron: 165


Otóż w miarę dorastania odkryłam wady tej książki. Jak dziewięciolatka (Kasia), czy nastolatek (Jurek jest w piątej klasie) może nie wiedzieć o ciąży matki? To zaskoczenie, gdy mama trafia do szpitala. Mężczyzna, który nie potrafi zrobić śniadania, zagotować mleka. Gdy mama Kasi i Jurka trafia do szpitala ojciec ledwo sobie radzi. 35/40-letni facet (na tyle mniej więcej szacuję wiek ojca Kasi) , który najprawdopodobniej pierwszy raz w życiu patelnię do ręki bierze. Makabra!!!
Nie wiem, czy można to usprawiedliwić datą wydania - pierwsze wydanie książki miało miejsce w 1959 roku.

Na początku książki Kasia jest egoistyczna. Dokucza Jurkowi czytającemu książkę. Niestety, choć Kasia ewidentnie Jurka sprowokowała - rodzice biorą jej stronę.
Przedrzeźnia sepleniącą koleżankę.

Kasia nie lubi Antolki - nowej uczennicy. Rządzi swoimi koleżankami - Madzią i Ewą. Odwieczny problem. Dzisiaj także są nielubiani i szykanowani uczniowie.

Wątek o zazdrości o młodsze rodzeństwo, walkę o bycie pierwszym w szkole jest ciekawy. Kasia chce być pierwsza wśród szkolnych koleżanek (kto nigdy nie chciał?). Przez długi czas jest najlepszą uczennicą. Ma same piątki. Zmienia się to po narodzinach siostry - Agnieszki. Wtedy Kasia zaczyna dostawać same dwóje.

Dziewczynka zmienia się. Jej przemiana ma kilka przyczyn.
 W szkole ma być grane przedstawienie o Błękitnej Królewnie. Kasia chce dostać główną rolę. Niestety, przeciw niej staje prawie cała klasa.  Kasia wybiega z klasy i spotyka swoją wychowawczynię. Od niej dowiaduje się, że może nie otrzymać promocji do następnej klasy.

Kasia nie lubi Agnieszki, jest o nią zazdrosna. To się zmienia pod wpływem choroby siostrzyczki, do której Kasia się przyczyniła.

Pod koniec książki Kasia pojednała się z Antolką - ona również ma młodsze rodzeństwo.

 Książka pokazuje, że nie zawsze można być pierwszym i czasami trzeba poczekać na swoją kolej (Kasia np. bardzo chciała jako pierwsza osoba w klasie karmić złote rybki). Książka uczy także, że  trzeba dzielić się z rówieśnikami - pożyczyć kredki czy książkę z własnej biblioteczki.
Koleżeństwo, uczynność, uczciwość - są to ważne sprawy, pojawiające się w szkole i w domu. Trzeba o nich pisać.
Jednak wiele spraw można było ująć w inny sposób.

Pozytywnie oceniam ilustracje w wykonaniu Hanny Czajkowskiej. Zawsze mi się podobały - mimo, ze są wykonane zwykłą kreską i nie są kolorowe.  Miałam ochotę je pokolorować. Nie wiem, czy to zrobiłam - stary egzemplarz zaginął i dziś mam nowy.


Gdy byłam dzieckiem - fascynowała mnie możliwość karmienia rybek ;)

Książka bierze udział w wyzwaniach od A do Z i czytam książki wydane przed 1990 rokiem.

środa, 12 marca 2014

Szkoła dawniej...

Tę książkę przeczytałam jako małe dziecko. Zapomniałam treść. Zapomniałam o prawie wszystkim, co w tej książce było. Zapamiętałam tylko jedno opowiadanie - "Od Apeninów do Andów" - o chłopcu, który wyruszył z Włoch na poszukiwanie swojej mamy, która za pracą wyemigrowała do Brazylii.
Zapragnęłam powrócić do świata z dzieciństwa, przypomnieć sobie to opowiadanie i całą książkę.
Książkę wypożyczyłam w przepięknym, wznowionym wydaniu z cyklu "Cała Polska czyta dzieciom" z 2009 roku.
Serce - Edmund de Amicis
Tłumaczenie: Maria Konopnicka
Tytuł oryginału: Cuore
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Data wydania: 2009 (data przybliżona)
ISBN: 978-83-7623-023-8
Liczba stron: 214

Sama książka jest dużo starsza. Pierwsze, włoskie wydanie miało miejsce w 1886 roku, a polskie (dane z Wikipedii) w 1899 w przekładzie Marii Konopnickiej.

Cuore - front matter.jpg
Pierwsze, włoskie wydanie "Serca"
- 1886 rok

Książka pisana jest w formie pamiętnika. Narratorem jest jedenastoletni Henryk. Akcja toczy się przez dziesięć miesięcy jego nauki w trzeciej klasie szkoły podstawowej. Uczęszcza on do szkoły męskiej w Turynie. Jest on lepiej sytuowanym dzieckiem, Świadczy o tym, to, że planuje dalszą edukację. Niektórzy z jego kolegów po skończeniu tej klasy będą musieli zacząć pracować. Henryk jednak nie wynosi się ponad innych.

W książce wyraźnie jest podkreślona różnica między dobrem a złem. Albo coś jest czarne, albo białe. Nie ma nic pośredniego. Bardzo ważny jest patriotyzm. Opowiadania miesięczne przeważnie dotyczą patriotyzmu i miłości do rodziców.

Nauczyciele w tej książce wzbudzają autorytet i szacunek. I wcale nie muszą krzyczeć. Są kimś, kogo należy szanować. Ojciec Henryka po czterdziestu czterech  latach odwiedza swojego starego, 84-letniego nauczyciela.

W książce poruszony jest problem niepełnosprawności, choćby osób głuchoniemych. Nie chcę wydawać opinii, nie znam się na rehabilitacji takich osób. Nie wiem na ile takie osoby można nauczyć mówić i na ile potrafią odczytywać wszystko z ruchów warg.

Na osobną uwagę zasługują opowiadania miesięczne. Są to:
- Mały patriota z Padwy
- Mała wideta lombardzka
- Mały pisarczyk z Florencji
- O sardyńskim doboszu
- Przy łoży "taty"
- Krew romańska
- Od Apeninów do Andów
- Zatonięcie statku



Książka zalecana jest dla dzieci od 9 roku życia, ale ja obniżyłabym tę granicę wiekową.
Książka przypomina mi trochę nasze "Wspomnienia niebieskiego mundurka" W. Gomulickiego.
Mimo, że akcja obu tych książek toczy się u schyłku XIX wieku - wiele rzeczy  się nie zmieniło. Dziś trudno jest spotkać szkoły męskie/żeńskie. Ale i dzisiaj, gdy nadejdzie wiosna i zbliżają się wakacje uczniom trudno jest wysiedzieć w ławkach. To chyba nie zmieni się i za 100 czy 200 lat ;)

Książka uczestniczy w wyzwaniu bibliotecznym i "czytamy książki wydane przed 1990 rokiem".

wtorek, 11 marca 2014

Nobliści, nobliści...

Taniec szczęśliwych cieni - Alice Munro
Tłumaczenie: Agnieszka Kuc
Tytuł oryginału: Dance of the Happy Shades
wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 24 stycznia 2013
ISBN: 9788308050552
Liczba stron: 352

Zbyt rzadko sięgam po dzieła noblistów. O Alice Munro wcześniej nie słyszałam.
"Taniec szczęśliwych cieni" wypożyczyłam, bo akurat była w zwrotach bibliotecznych. Nikt jej nie zamówił, więc postanowiłam zapoznać się z autorką. Książkę przeczytałam.  Składa się na nią piętnaście krótkich opowiadań.

- Komiwojażer Braic Walker
- Piękne domy
- Wyobrażenia Wyobrażenia
- Dzięki za przejażdżkę
- Biuro
- Odrobina lekarstwa
- Czas umierania
- Dzień motyla
- Chłopcy i dziewczynki
- Pocztówka
- Czerwona sukienka - 1946
- Niedzielne popołudnie
- Wycieczka nad morze
- Pokój utrechcki
- Taniec szczęśliwych cieni

Każde opowiadanie jest krótkim kadrem z życia, opowiada o mieszkańcach kanadyjskich miasteczek. Nie wszystkie zapadły mi w pamięć.
Chcę wyróżnić dwa opowiadania. Jednym z nich jest opowiadanie "Piękne domy".
Piękne domy są wybudowane w osiedlu "Ogrodowe Zacisze". Mieszkają tam ludzie średnio zamożni.
Wśród tych pięknych domów znajduje się jeden niepasujący do pozostałych. Jest to jeden z najstarszych domów na osiedlu, a mieszka w nim pani Fullerton.
W czasie przyjęcia dla dzieci mieszkańcy pięknych domów zastanawiają się, jak w sposób elegancki i zgodny z prawem wywłaszczyć starszą panią. Tylko jedna osoba zdaje sobie sprawę, że coś jest nie tak, jest przeciwna temu.

Kolejnym opowiadaniem, na które zwróciłam uwagę jest "Taniec szczęśliwych cieni". Przedstawia ono pannę Marsalles - nauczycielkę gry na fortepianie. Raz w roku ma ona zwyczaj urządzać przyjęcia dla uczniów. Przychodzą na nie także byli wychowankowie i rodzice. Wychowankowie odgrywają krótki utwór muzyczny, nauczycielka rozdaje prezenty (książki, ale nie każdy się z tego cieszy). Ostatnie przyjęcie różniło się od pozostałych. Panna Marsalles zaprosiła na nie osoby niepełnosprawne umysłowo. Jaka była reakcja obecnych?

"Nie, oczywiście że nie powinno się być uprzedzonym do takich dzieci i dla mnie one wcale nie są odpychające, ale cokolwiek by nie mówić, nikt mnie wcześniej nie poinformował, że będę tu musiała siedzieć i słuchać, jak cała procesja małych... idiotów, nie bójmy się nazwać rzeczy po imieniu, brzdąka na fortepianie - CO TO ZA PRZYJĘCIE?..."

Hipokryzja, prawda?

Nie wiem, czy Alice Munro zostanie moją ulubioną pisarką. Ale sięgnę jeszcze po kolejną książkę autorki. Na LC zaznaczyłam, że chcę przeczytać "Przyjaciółka z młodości". Mam nadzieję, że choć jedno opowiadanie mnie poruszy...

Aha...
Gdy ktoś dostanie literackiego nobla wówczas wzięcie na jego książki wzrasta. Zaraz pojawiają się dziesiątki rezerwacji...
Chociaż u mnie z książkami Munro nie jest źle, najwięcej - trzy osoby w kolejce do książki...
Na "50 twarzy Greya" i dalsze części jest więcej chętnych - rekord 11 osób ;)

niedziela, 9 marca 2014

Detektyw Blomkvist


Głównym bohaterem tej książki jest trzynastoletni chłopiec Kalle. Jego najlepszymi przyjaciółmi są Eva-Lotta i Anders. Tworzą oni drużynę Białych Róż.
Sixten, Benka i Jonte są członkami Czerwonej Róży. Konkurują ze sobą. Dlatego Grupa Czerwonych Róż jest zmartwiona, gdy Białe Róże podpisują akt bezwarunkowej kapitulacji...Ech, dzisiaj nie ma dzieci toczących ze sobą takie wojny...
A jak doszło do podpisania kapitulacji?
Kalle ma trzynaście lat i chciałby zostać detektywem. Niestety, w jego rodzinnym mieście - Linköping wszyscy ludzie są uczciwi.
Sytuacja się zmienia, gdy do miasta przybywa wuj Evy - Einar.
Nie budzi on sympatii.  Dręczy kota swojej ulubienicy - przyczepił mu coś do ogonka, zgroza!!!. I jeszcze zabawne dla niego to było.  W dodatku zgubił perłę i nie śpi o pierwszej w nocy (ponoć o tej porze wszyscy przyzwoici ludzie śpią ;) ). Po pierwszej w nocy wymyka się z domu przez okno.
W jakiś czas po przyjeździe wuja Einara do Evy do miasta przybywają dwie podejrzane osoby.
Kalle pragnie rozwiązać zagadkę. Wtajemnicza w to dwóch przyjaciół. Nie można rozwiązywać sprawy kryminalnej i toczyć wojny. Dlatego wojna Dwóch Róż (ku rozpaczy członków Czerwonej Róży) musi zostać zawieszona. Ale nie na długo, po rozwiązaniu sprawy kryminalnej nikomu z członków Białych Róż nie zechce się poniżać przed Czerwonymi Różami?

 "Zgodnie z traktatem pokojowym wódz Białych powinien trzy razy ukłonić się wodzowi Czerwonych i powiedzieć: "Wiem, że nie jestem godzien deptać po ziemi, po której ty stąpasz panie". Wódz Czerwonych nakazująco spoglądał na Białego. Wtedy wódz Białych otwarł usta, by powiedzieć:
- Smarkacz!
Wódz Czerwonych miał bardzo zadowoloną minę, choć jednocześnie z oburzeniem zrobił krok do tyłu.
- To oznacza wojnę - powiedział
- Tak - powiedział wódz Białych i dramatycznie walnął się w pierś.
"

Niestety, nie dowiedziałam się, jak się potoczyła wojna Dwóch Róż. Ale są jeszcze inne części Detektywa Blomkvista ;)

Książka miała kilka wydań. To chyba jest pierwsze polskie wydanie...

Tłumaczenie: Maria Olszańska
Tytuł oryginału: Mästerdetektiven Blomkvist
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 1973
Liczba stron: 138

To jest chyba ostatnie wznowienie. Wyszła cała seria książeczek Astrid w podobnych okładkach.
Tłumaczenie: Maria Olszańska
Tytuł oryginału: Mästerdetektiven Blomkvist
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 31 grudnia 2009
ISBN: 978-83-10-11532-4
Liczba stron: 176


Książka posiada oznaczenie wiekowe 10+, ale ja dałabym do czytania i młodszym dzieciom.

Z książek Astrid mam jeszcze w planach Ronję i Pippi.

Książka bierze udział w wyzwaniu bibliotecznym


piątek, 7 marca 2014

O rekordach czytelnieczych

Ile książek można przeczytać rocznie? Ponoć da się i tysiąc. Więcej o tym jest w tym artykule ("Przeczytać tysiąc książek rocznie i nie zwariować"), którego - niestety - w całości nie czytałam. Nie będę wysyłać SMS-a do Agory, żeby móc przeczytać jeden artykuł. I tak, mimo, że na palcach jednej ręki mogę policzyć wysłane przeze mnie płatne SMS-y jestem nękana przez radio X, czy panią Pomylunę.

Ostatnio znalazłam inny interesujący artykuł. Dziewięciolatka przeczytała w siedem miesięcy 364 książki.


 Więcej o tej dziewczynce można znaleźć tutaj. Szacun. Uważam,   że sporo czytam, ale do takiego wyniku jeszcze mi daleko.

Oto moje wyniki:

Rok 2011 - 114 książek
Rok 2012 - 160 książek
Rok 2013 - 160 książek
I tak nieźle, prawda?


W styczniu 2014 roku przeczytałam 20 książek. Na FB niektórzy się oburzyli. Niektórzy zarzucają, że ci, co więcej czytają przedkładają ilość nad jakość. Ale czy tych dwóch rzeczy nie da się połączyć?
 Podobno książką trzeba się delektować.
Ale czy każdą książką da się delektować? Czy mam się delektować wierszem Adriana Mole'a na temat intymnej części ciała Pandory? Albo przez tydzień roztrząsać problem kto ukradł znanej z "Dzikiej drogi" Cheryl paczkę prezerwatyw? Czy oznacza to, że te książki są złe? Nie. Z książki "Dzika droga" dowiedziałam się o istnieniu szlaku PCT.

I jeszcze parę statystyk:




Jedna z filii bibliotecznych u mnie w mieście umieszcza przy wejściu rankingi najaktywniejszych czytelników. Nazwiska usunęłam. Filia prowadzi także rankingi miesięczne. I tak w czerwcu 2012 pierwsze miejsce zajął czytelnik ze 116 wypożyczeniami. Chyba najlepsi czytelnicy dziecięcy są nagradzani. Ciekawe, czy te wyniki są jakoś weryfikowane, bo liczba 116 książek (miesięcznie) wydaje się aż nierealna.

A oto inny ranking - jedna z warszawskich bibliotek.





A ja, jak wypadam na tym tle?

Nie mieszczę się w pierwszej piątce - he, he...
Dziesiątce też nie :(
Ciekawe, na którym miejscu jestem, zawsze się zastanawiam. Gdzie w rankingu bibliotecznym plasuje się osoba wypożyczająca ~100 książek rocznie.

Jak to jest z tym czytelnictwem?  Mimo, że nie mieszczę się w rankingu najlepszych czytelników sądzę, że mogę być zadowolona.

I jak to jest z delektowaniem się książką? Czy to źle, jak od książki nie można się oderwać? Że zarywa się noce, żeby ją przeczytać?
Moja znajoma jedną z części "Millenium" przeczytała w 2 dni, a jest to książka obszerna objętościowo.
Moim ukrytym marzeniem jest pobicie ilości książek przeczytanych w 2012 roku. W roku 2013 nie udało się, wyrównałam. Zobaczymy, co przyniesie rok 2014, bo nic na siłę. Będzie, co będzie, jak mawia jedna z moich ulubionych autorek.

środa, 5 marca 2014

Koci taksówkarz

Koci taksówkarz - Sari Peltoniemi
Tłumaczenie: Bożena Kallio
Ttytuł oryginału: Kissataksi
Wydawnictwo: Wilga
Data wydania: 21 sierpnia 2013
ISBN: 9788328001176
Liczba stron: 160

Książka opowiada o dziesięcioletnim chłopcu Juho, starszej pani i jej siedmiu kotach.

O tym, co wynikło z zakradania się do ogródka i o misji, jaką Juho otrzymał od kotów. Misja ta sprawiła, że Juho stał się "kocim taksówkarzem".

Babcia Sirkka jest osobą samotną. Ma dom z ogródkiem. Dzieci czasem zakradają się do ogródka babci, aby zerwać parę jabłek. Babci to nie przeszkadza. Jabłek i tak ma zbyt dużo.
Juho ma 10 lat i także czasem zagląda do ogródka babci. pewnego dnia zajrzał i zaczął obserwować staruszkę. Widział, jak rozmawia z kotami. Koty zauważyły chłopca. Juho nie zdążył uciec i w konsekwencji został zaproszony do tajemniczego domu.
Na jednej wizycie się nie skończyło. Juho ponownie przekracza dom babci Sirkki. Zaprzyjaźnia się z kotami. Dostaje od nich wyjątkowy dar:


„I wtedy wydarzyło się coś dziwnego, czego nigdy wcześniej nie doświadczył. Był pewien, że w całym tym miauczeniu wyraźnie usłyszał kilka słów.
- My… dla ciebie… prezent… teraz – zdawały się mówić koty.
- Mówcie pojedynczo! – starał się je przekrzyczeć.
Ku jego zdumieniu koty posłuchały. Tym razem grupie przewodniczył Kauko. Juho nastawił uszu i po chwili zaczął rozumieć miauki, jakby to była ludzka mowa.
- Otrzymasz od nas językowy prezent! – oznajmił Kauko – Jesteś dobry, bo pomagasz nam i matkom. Taki prezent dostają tylko nieliczni.
- Językowy prezent? Powtórzył z niedowierzaniem Juho.
- Od tej pory będziesz rozumiał kocią mowę – rzekł uroczyście Kauko. – Ale musisz przysiąc, że nie wykorzystasz tego przeciw kotom – dodał”.


Dowiaduje się dlaczego babcia jest smutna. Przyczyną tego jest samotność - babcia straciła męża.
Koty także wyczuwają smutek babci i postanawiają jej pomóc. Chcą sprowadzić dla niej mężczyznę - pomocnika. Miałam wrażenie, że zwierzaczki chcą wyswatać babcię. Do tego jednak potrzebują Juho.
Juho rowerem rozwozi koty w różne części miasta. Misja każdego kota trwa tydzień.
Chłopiec spotyka miłą dziewczynkę - Miarkę. Pomaga mu ona wypełnić misję zleconą przez koty.
O innych przygodach Juho, i o  przygodach kotów można przeczytać w książce. Poszczególnie misje nie zawsze kończyły się dobrze.

Podobają mi się ilustracje w książce. To nic, że czarno-białe.








Językowy prezent. Rozumieć mowę psów, kotów. Fajne, prawda? Niestety, ja nie otrzymałam językowego prezentu. A chciałabym!

"Koci taksówkarz" to pod niektórymi względami nierealna historia. Ale w pewien sposób urzekająca.

sobota, 1 marca 2014

Ciąg dalszy nastąpi?

Pierwszy raz o "Zwiadowcach" usłyszałam ~ dwa lata temu. Młodzież zadawała tę książkę na zagadkach literackich u Małgorzaty Musierowicz. Jakoś sceptycznie odniosłam się do książki. Pierwsze skojarzenie (i nie tylko moje, bo sąsiad też się mnie o to zapytał), że jest to książka o wojnie. Ale myśl o "Zwiadowcach" pozostała. Książka "krzyczała" z bibliotecznej półki.
W październiku 2013 roku zgadałam się z koleżanką. W oczekiwaniu na poród synka sięgnęła po jedną książkę z biblioteczki córki. I to chyba przeważyło szalę. Postanowiłam dać "Zwiadowcom" szansę. Na początek wypożyczyłam awaryjnie tylko jeden tom.
Przeczytałam i wsiąkłam. Początek roku to czas "Zwiadowców". Spotkania z Haltem, Willem, Horacem, Evanlyn, Alyss i innymi. Czytanie zabawnych dialogów - wiele razy wybuchałam śmiechem. I nadszedł koniec.
Tłumaczenie: Zuzanna Byczek
Tytuł oryginału: The Royal Ranger
Wydawnictwo: Wydawnictwo Jaguar
Data wydania: wrzesień 2013
ISBN: 9788376862101
Liczba stron: 487

"Królewski zwiadowca" to póki co - ostatnia, dwunasta część sagi.
Will nosi bodę, posiwiał. Być może to kwestia wieku, a być może osobistego dramatu, z jakim się zmaga.W sytuacjach granicznych w człowieku ujawnia się alb najlepsza, albo najgorsza część duszy.
Will jest dobry. Wiele razy ta dobra strona zwyciężała.
Tym razem jest jednak inaczej. To ta ciemniejsza strona przeważyła.
Pała żądzą zemsty. Chce pomścić tych, którzy przyczynili się do śmierci jego żony. Poraz pierwszy poznajemy Willa od tej strony.
Nie chce udawać się na misje. Cały czas śledzi doniesienia o człowieku, który przyczynił się do śmierci Alyss. Grozi mu nawet wykluczenie z Korpusu Zwiadowców.
Halt, Gilan są zaniepokojeni. Razem z Horace i jego żoną Casandrą odbywają naradę.

Horace i Casandra także mają problem. Wychowują nastolatkę. I nie zawsze mogą sobie poradzić z temperamentem swojej córki.

Za namową Halta Horace i Casandra postanawiają oddać Madelyn na naukę do Willa. Will będzie więc miał uczennicę. I zarazem pierwszą dziewczynę, która będzie odbywać nauki u zwiadowcy.

A wiec - książka opisuje pierwsze chwile rozpuszczonej księżniczki w chatce Willa, ich pierwszą misję. Will musi wyśledzić, co kryje się za śmiercią jednego ze zwiadowców oraz kto kryje się za porwaniami dzieci.
Dojdzie także do spotkania Willa i Jory Ruhl'a (to on przyczynił się do śmierci Allys).

Aha, Will ma nowego psa. Eb już nie ma.

"Królewski zwiadowca" to póki co ostatnia część sagi. Ale wujek Google głosi, że w 2014 roku ma wyjść kolejny tom "Zwiadowców".

Sagę przeczytałam z przyjemnością. Z jednej strony niecierpliwie czekam na 13 tom. Z drugiej strony zadaję sobie pytanie, na ile ma sens ciągnięcie książki w nieskończoność. I co przyniesie nam 13 tom "Zwiadowców" - po który z pewnością sięgnę, jeśli zostanie wydany.
Chciałabym kiedyś ponownie przeczytać całą sagę. Qui vivra, verra - mawia się.

Wyzwania
- biblioteczne