niedziela, 27 grudnia 2015

Dziewczyny z Syberii

"Gdyby Bóg zechciał wskrzesić wszystkich więźniów łagrów, to w całej Rosji podniosłaby się ziemia" (s.200)

Tym jednym zdaniem można streścić książkę, którą dostałam pod choinkę.
Było jeszcze kilka takich zdań. Między innymi, że najgorszym wrogiem człowieka nie jest dzikie zwierzę, ale drugi człowiek. I że człowiek nie zdaje sobie sprawy, jak wiele jest w stanie znieść.
Nie wiem, czy przeżyłabym podroż na Syberię. Nie wiem, czy wytrzymałbym choć tydzień w tak nieludzkich warunkach.
Nie wiem, jak można uznać dziesięciolatkę za wroga ludu.
Syberia ujawnia albo to, co w człowieku najlepsze, albo to, co w człowieku najgorsze. Bo i wśród Rosjan trafiali się Ludzie. A i wśród zesłańców niektórych trudno określić tym mianem.


"Dziewczyny z Syberii" - świadectwa dziesięciu kobiet, które przeżyły piekło na ziemi. Piękna książka, wzbogacona autentycznymi zdjęciami z czasów szczęśliwej młodości. Zapewne żadna z dziewczyn nie spodziewała, co je czeka w przyszłości.


Data wydania: 11 maja 2015
ISBN: 9788324030538
Liczba stron: 320

niedziela, 13 grudnia 2015

Jak w Niebie???

Wydawnictwo Maternus Media
Data wydania: 2011 (data przybliżona)
ISBN: 978-83-89701-22-0
Liczba stron: 134

Autorem książki jest chłopak, który pięć lat spędził w sekcie Niebo.
Sebastian ma problemy zdrowotne. Do tego nie dostał się na wymarzone studia. Jego dolegliwości były bagatelizowane przez lekarzy. Te wydarzenia spowodowały, że uległ namowom Bogdana K. i w 1991 roku przyjechał do zboru w Majdanie Kozłowieckim.

Dalej następuje opis codziennego życia w sekcie. Życia początkowo sielankowego, które potem zamieniło się w piekło.
"To dla Nieba porzuciłem szkołę teatralną, opuściłem dom rodzinny,poświęciłem własne plany i marzenia. Chciałem się w tej grupie realizować, być apostołem Jezusa Chrystusa, a kończę jak żebrak z reklamówką, wygnany i poniżony" - pisze Sebastian.

Zadziwiające jest to, że założyciel sekty nie skończył szkoły średniej, a omotał tyle osób. Jedna z żon Bogdana skończyła dwa kierunki studiów. Inna z członkiń sekty dostała się na studia bez egzaminu. Ze studiów zrezygnowała po poznaniu Bogdana.
Jeszcze inna osoba wierząc w uzdrowicielską moc guru zrezygnowała z dializ. Przypłaciła to życiem. W sumie 7 osób za pobyt w sekcie zapłaciła najwyższą cenę (4 osoby zginęły w wypadku, kolejna popełniła samobójstwo). Członkowie sekty zmuszani byli do kradzieży nazywanej przez Bogdana "Braniem tego, co nasze".

Sebastian opisuje także proces wychodzenia z sekty. Problemy, z jakimi się zmagał. Niektóre z nich wymagały pomocy egzorcysty.

czwartek, 3 grudnia 2015

Papierowe miasta

Okładka niefilmowa, ale to chyba plus. Filmu nie widziałam, chciałam najpierw przeczytać książkę.
Tłumaczenie: Renata Biniek
Tytuł oryginału: Paper Towns
Data wydania: 5 czerwca 2013
ISBN:
9788362478910
Liczba stron: 400



UWAGA!!!
Nie należy zadzierać z osobami pokroju Margo Roth Spiegelman. Jeśli to zrobicie - będziecie tego gorzko żałować.
Swoją drogą nie mogę odmówić dziewczynie pomysłowości.


I wiecie co? Warto jest mieć przyjaciół.
Takich, co wybaczą w przypływie złości wybaczą zerwanie przyjaźni.
Takich, co potrafią postawić do pionu (jak się nagada różne rzeczy w złości)
Takich, do których można zadzwonić w środku nocy i nie strzelą focha.
I takich, którzy zrezygnują z obecności na dniu rozdania świadectw ukończenia szkoły i wyruszą z tobą na z pozoru pozbawioną sensu daleką wyprawę samochodem.


I ciekawe, czy na polskich mapach widnieją papierowe miasta...

wtorek, 1 grudnia 2015

Podsumowanie listopada

Różne rzeczy się dzieją. Przygarnęłam psa ze schroniska. Członek rodziny miał epizod szpitalny. Byłam dwa razy w kinie. Nie zawsze jest czas, by pisać. To źle.
Trochę jednak czytałam.
A oto książki z listopada

Listopad 2015 
178. Zabawa w miłość – Margaux Fragoso (310 s.)
179. Wędrowcy – Joanna Papuzińska (95 s.)
180. Rodzinne przygody Mikołajka – na podstawie Sempe i Goscinny’ego (356 s.)
181. Wszystko świetnie – Beata Wróblewska (189 s.)
182. Magiczne drzewo. Świat Ogromnych – Andrzej Maleszka (470 s.)
183. Wichrowe Wzgórza- Emily Jane Brontë (267 s.)
184. Dziennik cwaniaczka – Jef Kinney (221 s.)
185. Głowa na tranzystorach – Hanna Ożogowska (216 s.)
186. Za minutę pierwsza miłość – Hanna Ożogowska (222 s.)
187. Prowadził nas los - Kinga Choszcz, Radosław Siuda (471 s.)
188. Papierowe miasta – John Green (400 s.)/3.217 s

Niemile wspominam książkę "Zabawa w miłość".  Dotyczy ona pedofilii. Nie będę nic pisała na temat książki, zachęcam do przeczytania opinii na Lubimy czytać.

Zdobyczą miesiąca jest książka "Głowa na tranzystorach". Była na półce Crossing Book. Bardzo się cieszę, że ją znalazłam i że ta książka - jedna z ulubionych z dzieciństwa jest MOJA!!!

Kolejne spotkanie z Johnem Greenem i Andrzejem Maleszką uważam za udane.

Bardzo podobała mi się książka "Prowadził nas los" Kingi i Radka. Do tego stopnia, że popłakałam się, gdy dowiedziałam się, że Kinga zmarła podczas swojej wyprawy do Afryki. I pozycja "Moja Afryka" wskakuje na listę książek "Chcę przeczytać".

piątek, 6 listopada 2015

Trzynasty tom "Zwiadowców"

Wprawdzie "Feblika" wczoraj (5 listopada) nie było, ale dojrzałam książkę, na którą mam chrapkę.

Ta tam!!!
Tytuł oryginału: The Tournament at Gorlan
Tłumaczenie: Zuzanna Byczek
Data wydania: Listopad 2015
ISBN: 978-83-7686-407-5


Trzynasty tom "Zwiadowców"!
Właściwie to nie trzynasty tom, tylko prequel. Ale trzynasty - jeśli idzie o kolejność powstania.
Z tego, co się zorientowałam, akcja toczy się tuż po opuszczeniu przez Halta Clonmelu.
Z niecierpliwością czekam, aż będzie w bibliotece.

I chciałabym kiedyś powtórnie przeczytać całą sagę.

czwartek, 5 listopada 2015

Kamienica i sąsiedzi...

Dla mnie to trochę metafizyczna książka. Wiem, że gdybym miała naście lat - mogłabym ją odebrać inaczej.
Wydawnictwo Bajka
Data wydania: 14 września 2014

ISBN: 9788361824732
Liczba stron: 192


„Rzeczą niezbędną do triumfu zła jest bezczynność dobrych ludzi” [Edmund Burke].
Takie skojarzenie mam po lekturze tej książki. Gdybym  miała książkę opisać w jednym zdaniu - użyłabym tego cytatu.

Jest tytułowa kamienica. Życie w niej toczy się ustalonym rytmem.
Mieszkają w niej świnki, ale równie dobrze mogliby być to i ludzie. Każda świnka ma swój niepowtarzalny charakter. Są świnki zgorzkniałe i świnki leniwe, wylegujące się przed telewizorem.
Kamienica jest znana pod nazwą „pod świńskim kopytkiem”. Dlaczego? Lokatorzy skrywają pewną tajemnicę.
To też książka o inności. Jedna ze świnek - Lucjusz Prosiaczyński odbiega od standardu - jest inny. W dodatku żeni się z radosną  świnką Klarą.  Klara także odbiega od akceptowalnej przez społeczność świnek normy. Lokatorzy zmawiają się przeciw niej. Ale właśnie wtedy zaczynają się zmiany w kamienicy i mieszkańcy mogą uporać się, z tym, co się zdarzyło kiedyś. Z wydarzeniem, z którym związana jest nazwa kamienicy.
Spiskując przeciw Klarze świnki nawiązują bliższe, sąsiedzkie relacje - zaczynają się spotykać (konspiracyjne spotkania odbywają się w piwnicy) i rozmawiać ze sobą.
Powiem tylko tyle, że na dziejącą się komuś krzywdę zareagowała jedna osoba. Świnka, znaczy się.

A my jak często nie reagujemy, gdy komuś dzieje się krzywda?
Sama bywam tchórzem, np. brak mi śmiałości, aby upomnieć kierowcę, że w czasie jazdy busem nie powinno się pisać SMS-ów. Tej odwagi zabrakło nie tylko mnie :(

poniedziałek, 2 listopada 2015

Podsumowanie października




PAŹDZIERNIK

157. Filip i jego załoga na kółkach – Janina Broniewska (30 s.)
158. Bambolandia – Małgorzata Musierowicz (149 s.)
159. Galop’44 – Monika Kowaleczko-Szumowska (314 s.)
160. Cejrowski – Grzegorz Brzozowicz (256 s.)
161. Słoń Birara – Ferdynand Ossendowski (143 s.)
162. Krasnale i olbrzymy – Joanna Papuzińska (35 s.)
163. Florka. Z pamiętnika ryjówki – Roksana Jędrzejewska-Wróbel (52 s.)
164. Florka. Listy do Józefiny – Roksana Jędrzejewska-Wróbel (53 s.)
165. Florka. Listy do babci – Roksana Jędrzejewska-Wróbel (53 s.)
166. Kamienica – Roksana Jędrzejewska-Wróbel (189 s.)
167. Chirurg czy artysta. Marek Szczyt w rozmowie z Urszulą Hollanek. (269 s.)
168. Werka Rozterka i nowa niania – Patricia Hermes (160 s.)
169. Werka Rozterka i dwie nianie – Patricia Hermes (160 s.)
170. Sekretne życie pszczół – Sue Monk Kidd (350 s.)
171. Diossos – Witold Makowiecki (215 s.)
172. Największe kłamstwa naszej cywilizacji – Beata Pawlikowska (359 s.)
173. Maleńkie Królestwo królewny Aurelki – Roksana Jędrzejewska-Wróbel (88 s.)
174. Zły Kocurek. 100 lat – Nick Bruel (162 s.)
175. W dżungli codzienności – Beata Pawlikowska (400 s.)
176. Hania Humorek i Smrodek. Wielka, straszna ciemność. – Megan McDonald (143 s.)
177. Gąska Małgosia – Jan Grabowski (144 s.)
Październik -  3.694s.
Rok 2015 - 35.442

Trochę refleksji. 
Pozytywnie oceniam książki o Werce. Pisałam o nich już. Są jeszcze dwa tomy i wiem, że po nie sięgnę. Mam nadzieję, że będą równie sympatyczne, jak dwa poprzednie i nie zostaną do nich przemycone żadne niemiłe elementy w stylu tablicy do wywoływania duchów, jak w Hani Humorek.

Od dziecka towarzyszyły mi książki. Były one w każdej świątecznej paczce. Wielu książek z dzieciństwa nie pamiętam. Ot, czasem przypomni mi się, że miałam, czytałam. Tak było z książką "Filip i jego załoga na kółkach". Okładkę zobaczyłam na Lubimy czytać, i coś błysnęło. Wiem, że książkę miałam. Nie wiem, czy omawiałam na lekcjach j. polskiego, czy nie. Jestem dzieckiem przełomu. W 1990 roku (wybory prezydenckie, Tymiński, czarna teczka, itp byłam jeszcze w szkole podstawowej). Przeczytałam też parę recenzji i zapragnęłam sięgnąć jeszcze raz po książkę.

Gdy zobaczyłam na półce „crossing book” „Filipa…” zapragnęłam sobie przypomnieć. I sprawdzić, czy rzeczywiście jak głosi recenzja na LC „propaganda wylewa się z każdej strony”. Część historii podoba mi się. Żołnierze niemieccy wycofują się. Idąca za nimi armia znajduje w jednej ze spalonych wiosek małego chłopca. Dowiadują się, że do jednej z sąsiednich wsi schroniła się matka dziecka. I dziecię zabierają. Podkreślone jest zło wojny.
A teraz minusy. Zgodnie maszeruje sobie armia polska i radziecka. Jedni mają czerwone gwiazdeczki, inni orzełki. Jest lato 1944.
Książka kończy się spotkaniem chłopca z matką. Szkoda, że autorka nie pociągnęła tego dalej. Jak owa armia dotarła i zatrzymała się parę kilometrów od Warszawy, w której wiadomo, co się działo.

niedziela, 1 listopada 2015

Dalsze przygody Hani Humorek



Tłumaczenie: Aldona Możdżyńska
Tytuł oryginału: The Big Bad Blackout
Wydawnictwo: Egmont Polska
Data wydania: 18 lutego 2015
ISBN: 9788328105362
Liczba stron: 143


Mam dylemat z tą książką.
Właśnie skończyłam czytać trzynasty tom przygód Hani - "Hania Humorek i Smrodek. Wielka, straszna ciemność".

Tak w ogóle lubię Hanię. Jest rezolutną i pomysłową dziewczynką.
Nad Karolinę Północną i miasto Hani nadciąga huragan Elmer (być może był taki w rzeczywistości, nie dotarłam).
Dzieci cieszą się, gdy dowiadują się, że szkoła zostaje zamknięta (he, he... - dzieci wszędzie są podobne).
W dodatku do domu Humorków przyjeżdża babcia ze zwierzętami (między innymi z wężem) - zapowiada się więc ciekawie ;)
W domu gaśnie światło. I okazuje się, że nawet nie mając dostępu do komputera można fantastycznie spędzić czas. Można siedzieć przy kominku i opowiadać sobie różne historie - np. tata i mama Hani zdradzają dzieciom kulisy swego ślubu. Można urządzać różne zawody, np. kto najdłużej wytrzyma bez mrugania.
W książkę wplecione są też elementy historyczne - jest tu wspomniany Abraham Lincoln.
Wspomniana jest także akcja "Godzina dla Ziemi". 
Podobają mi się ilustracje w książce. To już drugi tom, który posiada kolorowe rysunki.
Dlaczego więc kręcę nosem?
Otóż nie podoba mi się wplecenie w całą historię tablicy Ouija.
str 107.


Wplecenie w fajną historię okultystycznego rekwizytu (nawet w Wikipedii ta tabliczka ma taki tag) uważam za mało zabawne.

wtorek, 27 października 2015

Złodziejka książek


Zbliża się listopad, więc będzie książka o śmierci. O Śmierci...

Tłumaczenie: Hanna Baltyn
Tytuł oryginału: The Book Thief
Data wydania: 2008
ISBN: 9788310120588
Liczba stron: 496

Jest to książka o małej dziewczynce, która żyła w Niemczech w okresie nazizmu.
Na skutek rządów Hitlera Liesel straciła mamę i brata, sama trafiła do przybranej rodziny - zawiozła ją tam sama mama.

W tej historii pojawiają się książki. Jedną z nich jest "Podręcznik grabarza". Potem Liesel kradnie inne książki. Jedną książkę kradnie z ognia - naziści kazali palić niektóre książki.

Książka opisuje życie tych, co nie zostali wysłani na front. Ich problemy z jedzeniem - Liesel, dorastająca dziewczynka często chodzi głodna. Liesel ma także tajemnicę - jej przybrany ojciec w piwnicy ukrywa Żyda. Złodziejka bardzo polubiła Maxa.
Inni niepokoją się o walczących na froncie swoich bliskich.
Dla niemieckich dzieci okres rządów Hitlera jest także czasem uczestnictwa w zebraniach Hitlerjugend.

Narratorem książki jest Śmierć. Zdziwiło mnie, że śmierć jest mężczyzną.

W czasie wojny nawet Niemcy nie są bezpiecznym krajem. Gdy Hitler przegrywa wojnę na niemieckie miasta mają miejsce naloty aliantów. Śmierć zbiera swoje żniwo. Popłakałam się w momencie śmierci przybranych rodziców Liesel, czy marzącego o pocałunku Złodziejki chłopca o cytrynowych włosach.

PS. Wolę tę okładkę, niż nowomodną - filmową.

niedziela, 18 października 2015

Werka Rozterka

Na serię tych książeczek natknęłam się niedawno w bibliotece.
Trochę mi przypomina Hanię Humorek, ale i tak książkę oceniam pozytywnie.
Rodzina Werki składa się z:
- taty - pilota
- mamy (jest konserwatorką w muzeum)
- Tymka, brata starszego od Werki o 10 miesięcy i dwa tygodnie
- siostry Klary
- Irka i Lizy (bliźniacy, mają dwa lata)
- psa Wafla i fretki Margoli
- no i oczywiście Werki. Werka lubi piłkę nożną i chce się dostać do drużyny.


Tłumaczenie: Małgorzata Fabianowska
Tytuł oryginału: Emma Dilemma and the New Nanny
Data wydania: 22 kwietnia 2015
ISBN: 9788328018044
Liczba stron: 160

Przy pięciorgu dzieciach w domu jest sporo zamieszania, więc rodzice zatrudniają nianie. Nie zagrzewają one długo miejsca. Aż w końcu do rodziny przybywa pochodząca z Irlandii młoda dziewczyna Ania. I można powiedzieć, że tu zaczyna się cała historia.
Przeczytałam na razie dwie części (wiem, że jest ich więcej).
W pierwszej Werka wynosi do szkoły bez pozwolenia mamy fretkę Margolę. Fretka ugryzła jedno z dzieci. Wcześniej Werka nie dopilnowała fretki. Zwierzątko grasowało w nocy po domu i teraz dziewczynka boi się, że mama odda Margolę do sklepu zoologicznego.
Ania zjednuje sobie sympatię dzieci. Ale przy takiej gromadce nie trudno o wpadki, a więc:
- Werka przypadkowo włącza piekarnik. O mały włos nie dochodzi do pożaru. Jedyną rzeczą, która ulega spaleniu jest paszport Ani.
- Klara strzela focha. Zamyka się w pokoju. Ania nie pamięta, gdzie jest kluczyk od pokoju dziewczynki.
Oj, mama jest niezbyt zadowolona z pracy Ani.
Tłumaczenie: Małgorzata Fabianowska
Tytuł oryginału: Emma Dilemma and the Two Nannies
Data wydania: 22 kwietnia 2015
ISBN: 9788328018151
Liczba stron: 160
Bardzo podobała mi się druga część. Poświęcona jest ona kradzieży (choć może to za duże słowo).
W szkole odbywa się kiermasz książek. Jedna z dziewczyn zauważa na nim książkę o piłce nożnej. Książki tej nie dostrzegła Werka.
Gdy przed szkolnym autobusem wybucha zamieszanie Werka wykrada książkę.
Chce przeczytać i oddać książkę koleżance. Tymczasem w nocy fretka niszczy książkę.  Nazajutrz w szkole  posądzenie pada na niesfornego kolegę. Werka boi się przyznać i milczy.

Wiecie? Przeżyłam kiedyś podobną rzecz. Wprawdzie chodziło o kasetę i legalnie pożyczoną. Chciałam przegrać jedną piosenkę. Miałam kilka kaset i źle włożyłam je do magnetofonu. W wyniku błędu kaseta koleżanki została uszkodzona (piosenka zamiast przegrana - skasowana). Och, jak ja to przeżywałam. Chodziłam codziennie do sklep muzycznego, aż pan sprowadził identyczną. Nie przyznałam się. Oddałam nowiutką kasetę, tylko folię zdjęłam.

Sądzę, że wielu dzieciom zdarza się niechcący zniszczyć nie swoją rzecz. Ważne, by z tego wyciągnąć odpowiednie wnioski. A błąd - o ile to możliwe naprawić.

piątek, 2 października 2015

Podsumowanie września

WRZESIEŃ

146. Pierścień i Róża czyli historia Lulejki i Bulby z rysunkami autora. Pantomima przy kominku dla dużych i małych dzieci – William Makepeace Thackeray (203 s.)
147. Ostatnie piętro – Irena Landau (103 s.)
148. Wyjątkowy dzień – Anne-Dauphine Julliand (228 s.)
149. Reksio i Pucek – Jan Grabowski (36 s.)
150. Bóg zawsze znajdzie ci pracę. 50 lekcji jak szukać spełnienia – Regina Brett (361 s.)
151. Oddech – Monika Jaruzelska (255 s.)
152. Mama ma zawsze rację - Sylwia Chutnik (125 s.)
153. Daleki rejs - Anna Onichimowska (62 s.)
154. Położna. 3550 cudów narodzin - Jeanette Kalyta (324 s.)
155. Pięć Królestw. Łupieżcy Niebios - Brandon Mull (440 s.)
156. Gdzie jesteś, tatusiu? – Anna Onichimowska (131 s.)

Wrzesień - 2268 stron
Rok 2015 - 31 748 stron


Jeśli idzie o ilość książek - ok.
Bywało jednak lepiej.
Jeśli chodzi o liczbę stron - jeden z najsłabszych miesięcy. A szczegółowy ranking prowadzę od 2011 roku. Był słabszy miesiąc - choroba i śmierć babci.


Tytuł oryginału: Sky Raiders
Tłumaczenie: Rafał Lisowski
Data wydania: 5 listopada 2014
ISBN: 9788328103900
Liczba stron: 440

Rozpoczęłam nową serię - Pięć Królestw. I nie wiem, co sądzić. Wiem, że sięgnę po kolejne tomy. Całość ma liczyć pięć tomów i autor dopiero ją pisze. Daleka droga, zanim przeczytam ostatni tom. W październiku w Polsce wyjdzie drugi tom - Błędny Rycerz.  Nie wiem, na jakim etapie praca Brandona Mulla nad tą serią. W Ameryce chyba wyszła 3 część - Crystal Keepers. Nie wiem, jak to przetłumaczyć. Strażnicy Kryształu??
Z pierwszego tomu dowiedziałam się, jak złe jest Halloween ;) Bo od Halloween cała zabawa się zaczęła. Grupa dzieci, w tym Cole trafiła do innego świata.

Tytuł oryginału: Une journée particulière
Tłumaczenie: 
Sylwia Filipowicz
Data wydania: 30 stycznia 2015
ISBN: 
9788375167450
Liczba stron: 228
Bardzo podobała mi się książka "Wyjątkowy dzień". Niektórzy może czytali "Ślady małych stóp na piasku". To jest drugi tom. Jest on inny, bardziej mistyczny powiedziałabym.  Jest to historia o niełatwym szczęściu. Książka opisuje jak choroba dzieci i śmierć córki wpłynęła na relacje małżeńskie i  rodzinne.
Książka zawiera też elementy zabawne. Ubawiła mnie scena przedstawiająca spotkanie najstarszego syna z najmłodszym Autorka zaryzykowała i wraz z mężem zdecydowali się na czwarte dziecko. Urodził im się syn, zdrowy.

"Gaspard nieustannie nalegał, że chce mieć młodszego brata. Kiedy byłam w ciąży wykazywał wręcz gorączkowy entuzjazm. Kiedy Arthur przyszedł na świat, biegiem wpadł na porodówkę i stanął jak wryty przed maleńkim zawiniątkiem.
- Przecież to niemowlak! - zawołał z rozczarowaniem. - Nie o to was prosiłem. Chciałem mieć brata w moim wieku, żebym mógł się z nim bawić. Ten tu to jakiś niedojda,

Na próżno tłumaczyliśmy mu, że życie każdego człowieka zaczyna się w ten sposób. Gaspard uznał pojawienie się w naszej rodzinie niemowlęcia za błąd w realizacji zamówienia. W końcu, po kilku dniach czułosć wygrała z rozczarowaniem". 
(Wyjątkowy dzień, s. 190)

Bardzo podobał mi się wiersz Williama Ernesta Henleya, który autorka zamiesza na końcu książki.


Z okowów najmroczniejszej Nocy
których już nigdy Dzień nie skruszy
dziękuję bogom, których Mocy
zawdzięczam hardość mojej Duszy

I chociaż ogrom cierpień wkoło
me usta skargą niesplamione.
Spadają ciosy na me czoło,
choć zlane krwią, lecz podniesione

Tu, gdzie się rozpacz z bólem splata
jedynie Śmierć się zakraść może.
W grozie mijają długie lata, 
lecz strach mnie nie zmógł i nie zmoże.

I chociaż kroczę wśród Chaosu,
błądzę w Cierpienia mrocznej głuszy,
jestem Kowalem swego Losu
I Kapitanem mojej Duszy.


piątek, 25 września 2015

O porodach i położnych

"Wpuściła mnie do środka i wskazała na krzesło przy biurku.
- Proszę siadać, dowód osobisty, karta ciąży.
Podałam jej dokumenty. Kolejny skurcz poderwał mnie z krzesła.
- Dlaczego pani wstała? Proszę usiąść! - Podniosła głos nawet na mnie nie patrząc.
- Nie mogę siedzieć w trakcie skurczu, za bardzo mnie boli - odpowiedziałam.
- Co pani opowiada! Wszystkie siedzą, a pani nie może! Będę mierzyć ciśnienie.
Próbowałam usiąść. Zaczął się kolejny skurcz, mimo to ciśnienie musiało być zmierzone, bez gadania.
- Wysokie - bąknęła.
Czyżby nie wiedziała, że w trakcie skurczu ciśnienie zawsze jest wyższe? Jak widać nie.
- Proszę zdjąć majtki i przejść na fotel.
Zdjęłam pośpiesznie bieliznę, zsunęłam buty; miały metalowe zelówki i okropnie stukały na kafelkowej podłodze. Na palcach przeszłam kilka metrów w kierunku fotela. Położna przerwała pisanie i spojrzała znad okularów.
- Kto pani kazał zdjąć buty? proszę wrócić i je włożyć - wydała polecenie zniecierpliwionym już tonem.
Wkurzyła mnie [nie dziwię się ;) ] . Wróciłam, włożyłam buty i specjalnie mocno stukając obcasami, podeszłam do fotela. - Niech się pani położy - odezwała się, nie podnosząc wzroku znad wielkiej księgi.
Usiadłam na fotelu, ale kłaść się nie miałam zamiaru. Jeden skurcz macicy przechodził w kolejny.
- Proszę wezwać lekarza, chciałabym, żeby w końcu ktoś mnie zbadał - powiedziałam stanowczo.
- Poproszę w swoim czasie, nic pani do tego.
Co za babsztyl [babsztyl to za mało powiedziane ;) ] pomyślałam. Mój poziom adrenaliny wyraźnie się podniósł. kolejny skurcz rzucił mnie na kolana. Wyglądało to tak, jakbym spadła z fotela. Położna spojrzała na mnie i nie śpiesząc się, wzięła słuchawkę do ręki.
- Panie doktorze, NIESTETY [!!!, Caps Lock - ja] pacjentka do zbadania.
[...]"
Położna..., s. 69-70.

Data wydania: 13 stycznia 2014
Wydawnictwo Otwarte
ISBN: 9788375152746
Liczba stron: 324

10 miesięcy czekania i niecałe 2 dni lektury. W międzyczasie życie było i trochę telewizji. Np przegrany - niestety - mecz siatkówki :( (Polska-Włochy)
A poświęciłam się i wstałam o trzeciej rano ;)

Sięgając po tę książkę byłam przekonana (nie wiem czemu), że będzie to książka amerykańskiej położnej opisującej pracę w amerykańskim szpitalu. A tu niespodzianka. Polska położna, realia polskich oddziałów położniczych.
Są tu przedstawione historie porodowe wielu kobiet, łącznie z dwoma porodami autorki.

Widać, jaki przełom dokonał się w polskim położnictwie w latach dziewięćdziesiątych i na początku tysiąclecia:

- od zakazu uczestnictwa ojca w porodzie po porody rodzinne
- od zabierania po porodzie dziecka matce (ponoć może się od matki bakteriami zarazić) po kładzeniu dziecka na brzuch kobiety
- od porodu w pozycji leżącej po możliwość wybrania dowolnej pozycji przez kobietę
- od porodów w szpitalach po możliwość wybrania porodu w domu (w asyście położnej) czy domu narodzin

Pewnie nie zawsze jest różowo, ale zaszły ogromne zmiany.

Książkę oceniam na plus. Nie podobały mi się tylko wstawki filozoficzne dotyczące bioenergoterapii, jogi itp.

sobota, 19 września 2015

O wojnie dla dzieci

Jest taki piękny cykl książek. Pisałam już o nim. Cykl nazywa się "Wojny dorosłych - historie dzieci".

1. Ostatnie piętro - Irena Landau
2. Wojna na Pięknym Brzegu - Andrzej Grabowski
3. Wszystkie moje mamy - Renata Piątkowska
4. Mój tato szczęściarz - Joanna Papuzińska
5. Bezsenność Jutki - Dorota Combrzyńska-Nogala
6. Jest taka historia. Opowieść o Januszu Korczaku - Beata Ostrowicka
7. Zaklęcie na "w" - Michał Rusinek
8. Asiunia - Joanna Papuzińska
9. Czy wojna jest dla dziewczyn? - Paweł Beręsewicz
10. Syberyjskie przygody Chmurki - Dorota Combrzyńska-Nogala

Przeczytałam już wszystkie książki z tej serii. Aktualnie trzy z tych książek leży przede mną. I nadchodzi czas rozstania - książki trzeba odnieść do biblioteki. 
Wszystkie książki przedstawiają prawdziwe historie. Historie dzieci, które miały nieszczęście urodzić się tuż przed wybuchem wojny. Dzieci narodowości żydowskiej miały podwójnego pecha. Ich szanse na przeżycie wojny były znacznie mniejsze.  
Tak króciutko przedstawię trzy  książki z tej serii. 

Renata Piątkowska - "Wszystkie moje mamy"
Data wydania: 16.10.2013
ISBN: 9788376722566
Liczba stron: 48
Wydawnictwo Literatura

"Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat".
Książka opowiada o żydowskim chłopcy - Szymonie Baumanie. Jak każdy chłopiec lubił bawić się w wojnę. Niestety, wojna przerasta wyobrażenia. Na wojnie nie da się walczyć drewnianym karabinem. Trzeba się chować. Jeśli ma się szczęście - dom ocaleje podczas bombardowań. Szymon tego szczęścia nie miał. Przeprowadza się do cioci. Jego tata zostaje zgarnięty w czasie łapanki. Szymon musi nosić opaskę z gwiazdą. Wraz z rodziną przeprowadza się do getta. I marzy, żeby niemieccy żołnierze zapadli się pod ziemię. Potem jego siostra trafia do obozu. 
Szymon miał szczęście. Udało mu się wydostać z getta. Pomogła mu Irena Sendlerowa (jej biografia jest zamieszczona na końcu książki). Dostaje nowe imię  - Staś i nową mamę - Marię. Ale Szymon jest dzieckiem, Pewnego dnia w sklepie niechcący mu się wymknęło, że kiedyś nosił gwiazdę. Szymon musi zmienić miejsce pobytu. Tak trafia do Otwocka i do nowej mamy - Ani. I nie jest już Stasiem, ani Szymonem, tylko Maćkiem. U pani Ani poznaje inne dzieci, którym udało się wydostać z getta. 
Szymon w czasie wojny traci prawie wszystkich swoich bliskich. Odnalazła go ciocia Pola. Ale przeżył. I mówi, że miał pięć wspaniałych mam.

Andrzej Marek Grabowski - "Wojna na Pięknym Brzegu"
Data wydania: 4.03.2014
ISBN: 9788376722818
Liczba stron: 153
Wydawnictwo Literatura

Piękny Brzeg to jedna z dzielnic Warszawy - Żoliborz. A książka przedstawia historię Krystyny Graboowskiej. Książka przedstawia losy jej rodziny w okupowanej Warszawie. Również podjęty jest tu temat prześladowań Żydów. U domu Krysi przez krótki czas mieszka Janek wraz z mamą.
Po upadku powstania Krysia wraz z rodziną opuszcza Warszawę, Muszą zostawić babcię. Babcia nie jest w stanie się poruszać.Wszyscy chcieliby zostać, ale niemiecki oficer radzi "Proszę pani, niemiecka armia niedługo zajmie inne pozycje - powiedział. - Tu za godzinę przyjdą Ukraińcy. Pani ma dwie córki, więc dobrze pani radzę, żebyście jak najszybciej stąd uciekały. Rozumie pani? Mamusia przez chwilę przestała oddychać. Zrozumiała. Ja też zrozumiałam. Nie było innego wyjścia - musimy zostawić babcię. Kochaną babcię, która zawsze dla wszystkich była taka dobra i nigdy nikogo nie skrzywdziła" (s.144).

Jak widać nie tylko Niemcy wyrządzali zło...
Mama Krysi posłuchała rady niemieckiego oficera.
Niestety babcia nie przeżyła wojny. Była zbyt chora i zmarła w kilka dni po ewakuacji do obozu w Pruszkowie.
W książce jest też piesek - Muszka. Niestety, Muszka zaginęła w czasie powstania. Można powiedzieć, że  Krysia miała szczęście, ponieważ większość jej bliskich przeżyła wojnę. Mama, tata, siostra. Czego chcieć więcej?
Część bliskich niestety, zginęła. Chrzestny Krysi - major Antoni Balinger zginął w Katyniu, wujek Tadeusz Jachimowski, naczelny kapelan Armii Krajowej został rozstrzelany na początku powstania. 
Książka jest pięknie wydana.

Irena Landau - "Ostatnie piętro"
Data wydania: 2015
ISBN: 9788376723624
Liczba stron: 103
Wydawnictwo Literatura

Książka ma charakter autobiograficzny. Historia przedstawiona w książce w dużej mierze oparta jest na przeżyciach autorki. O autorce dowiedziałam się więcej, niż z krótkiej notatki w Wikipedii. Dziękuję pani Irenie, że zechciała się z nami podzielić tą historią.
Akcja książki rozpoczyna się w 1943 roku. Po przeczytaniu tej książki można sobie uzmysłowić, jak trudną rzeczą było ukrywanie żydowskich dzieci w zwykłych kamienicach. Kamienica, w której ukrywała się Cesia (Celina/Cyrla) miała 4 piętra. A układ mieszkań w pionie jest wszędzie taki sam. A do pani Teresy, która ukrywała dziewczynkę przychodzili sąsiedzi. Ze względu na jedną wścibską sąsiadkę Cesia musi opuścić dom pani Teresy i udać się do nowej kryjówki. 

Wszystkie książki i całą serię polecam. Są dobrze wydane - twarda oprawa i łanie ilustrowane. I przedstawiają historie, o których należy pamiętać. I nie dopuścić, by się powtórzyły.

sobota, 12 września 2015

Sam w domu - nie tylko o Kevinie


Dziś jest dzień filmowy. Na kanale Polsat film natrafiłam na film "Alex - sam w domu 3" ("Sam w domu").  Cóż, film "Kevin sam w domu" odniósł wielki sukces, więc z filmu trzeba wyciągnąć tyle ile się da.

W filmach tego typu występują

- Rozgarnięte, wybitnie inteligentne kilkuletnie dziecko. Dziecko to z jakiś powodów zostaje samo w domu (choroba, nieuwaga rodziców). Dziecię jest zdolne niczym MacGyver. Potrafi zrobić coś z niczego. Jestem pełna podziwu, gdy oglądam pułapki przygotowane przez Kevina/Alexa.

- Banda głupich dorosłych. Przeważnie są to złodzieje. Tutaj Alex staje się posiadaczem procesora komputerowego, a zadaniem złodziei jest go odzyskać. Złodzieje są głupi. W zamian za to posiadają super-ciało. Niestraszne jest im uderzenie sztangą/cegłą. Najwyżej przez chwilę ich zamroczy.
Ich ciało jest ognioodporne. Nie ulega hipotermii na skutek długotrwałego przebywania w lodowatej wodzie. W skrócie - organizm złodziei jest odporny na działanie praw fizyki i biologii.

Policja nie jest w stanie złapać szajki złodziei. Staje się to możliwe dzięki interwencji super-inteligentnego dziecka. Kevina/Alexa.

Ale czasem trzeba się odmóżdżyć, prawda? Dla odmiany teraz oglądam "Księcia Kaspiana".
I planuję skończyć ostatnią książkę Moniki Jaruzelskiej - "Oddech".

piątek, 4 września 2015

Podsumowanie sierpnia

SIERPIEŃ
133. Pociągi jadą do taty – Edith Nesbit (280 s.)
134. Dopóki mamy twarze – C.S.Lewis (359 s.)
135. „Alfie – kot wielorodzinny” – Rachel Wells (351 s.)
136. Jakbyś kamień jadła – Wojciech Tochman (103 s.)
137. Północ i Południe (t.1) – John Jakes (420 s.)
138. Północ i Południe (t.2) – John Jakes (352 s.)
139. Coś, o czym chciałam ci powiedzieć – Alice Munro (299 s.)
140. Opowieść wigilijna – Charles Dickens (91 s.)
141. Pan Mruczek i mysia rodzina – Danuta Parlak (60 s.)
142. Bóg znalazł mnie na ulicy i co z tego wynikło. Historia bezdomnego alkoholika – Henryk Krzosek (253 s.)
143. Kostka i Bruno. Bajki wychowajki – Dominika Słomińska (184 s.)
144. Poradnik pozytywnego myślenia – Matthew Quick (376 s.)
145. Przygody Pippi – Astrid Lindgren (310 s.)

sierpień - 3438 s.
rok 2015 - 29480

Sierpień to czas ogromnych upałów, w czasie których nic się nie chciało. Czytać też się nie chciało. Jeszcze na ostatni tydzień wakacji nie lubiące czytać dziecię przyjechało.
Jakoś wyjątkowo źle czytało mi się Wojciecha Tochmana. Jak nigdy. Przy "Kocie wielorodzinnym" relaksowałam się. Idealna książka na upały. Na czas, kiedy mózg jest prawie ugotowany :)
Trzynaście książek. Chyba najmniej w tym roku ;)
Ale nie jest źle. Jest kilka grubych książek.
Pod koniec wakacji fajnie jest przeczytać książkę, która nie chce chodzić do szkoły i uczyć się "tabliczki schorzenia".

niedziela, 30 sierpnia 2015

Alkoholizm i bezdomność

Data wydania: 17 marca 2014
ISBN: 9788324029921
Liczba stron: 250, [3] s.
Wydawnictwo: Znak

Zainteresowanych tą książką chciałabym uświadomić dwie rzeczy:

- Pan Henryk (autor tej książki) w wieku 20 lat skończył szkołę podstawową, a parę lat później szkołę zawodową. Obydwie szkoły skończył w więzieniu.
Mnie książkę czytało się dobrze. Może mało wymagająca jestem ;) Ale jeśli ktoś czyta "tylko dobre książki" - radzę się zastanowić.

- O bezdomności, chorobie alkoholowej i życiu na ulicy jest tu niewiele. Książka ta jest świadectwem nawrócenia pana Henryka. Dużo jest tu cytatów z Pisma Świętego. Pan Henryk mówi o tym, co Jezus uczynił w jego życiu. Nie każdy lubi słuchać świadectw o nawróceniach. Ale jest dużo dróg do wyjścia z alkoholizmu. I wiara, Bóg jest jedną z nich. Sama byłam związana z ruchem Światło-Życie i jeździłam na Oazy.

Akcja toczy się w Polsce i Niemczech, ponieważ tam przez jakiś czas mieszkał pan Henryk.
Nie żałuję lektury. A autorowi życzę wytrwania na drodze, którą kroczy.
Książkę chciałabym szczególnie polecić osobom związanym z ruchem Światło-Życie.

środa, 19 sierpnia 2015

Oczekiwanie

Ile można czekać na książkę będąc pierwszym w kolejce?
W dzisiejszych czasach można książkę zarezerwować. Teoretycznie książkę można trzymać miesiąc.
Otóż czekać można bardzo długo. Jedną książkę zarezerwowałam w listopadzie 2014 roku. Byłam wtedy pierwszą osobą oczekującą. Niestety, do tej pory książki na oczy nie widziałam.
I czekam niecierpliwie, czekam...

Powinien być rok 2014!
Doceniam błogosławieństwo prolongat, sama z nich korzystam. Ale książki, na które ktoś czeka staram się oddać szybciej. 

wtorek, 18 sierpnia 2015

Północ i Południe

Tom 2
Tłumaczenie: Mieczysław Dudkiewicz

Tytuł oryginału: North and South
Data wydania: 1992
ISBN: 8303034588
Liczba stron: 352
Tom 1
Tłumaczenie: Mieczysław Dudkiewicz
Tytuł oryginału: North and South
Data wydania: 1991
ISBN: 8303034596
Liczba stron: 419


Pisząc o tej książce nie sposób nie wspomnieć o "Przeminęło z wiatrem".  Nie wiem, czy jest sens porównywać te pozycje. Lżejsza, przyjemniejsza w odbiorze jest "Przeminęło z wiatrem". No i bardziej znana.
Ale "Północ i Południe" jest napisana z większym rozmachem. Pierwszy tom trylogii nie mówi o wojnie. Ale akcja zmierza. Do secesji, podziału kraju. I do wojny.

Najpierw widziałam film.  Niektóre rzeczy w filmie podobały mi się bardziej.  Na przykład pojedynek pomiędzy Elkanah Bentem a Orrym Mainem.
Do tego pojedynku nie doszło w książce, ponieważ Bent jest gruby, a Orry niezbyt dobrze włada szablą. Ale  i tak Bent to wredna szuja, która lubi dręczyć innych. W dodatku stosuje zasadę "żeby życie miało smaczek raz dziewczynka, raz chłopaczek". Tzn. w Teksasie z braku kobiet zadowala się seksem z mężczyznami, z podległymi sobie i mniej stanowczymi żołnierzami. "Przyjemności" obcowania z Bentem unika kuzyn Orrego - Charles. Ale Bent próbował.

A poniżej scena pojedynku, której nie ma w książce.



Podobał mi się też motyw wykradania listów Orrego do Madelaine przez jej ojca.
W książce, kiedy Orry spotyka Madelaine ta już wyraziła zgodę na ślub z Justinem LaMotte.

Orry ma brata Coopera. Nie występuje on w książce. Ponadto Orry na wojnie w Meksyku traci rękę. I bardzo się po wojnie zapuścił (nie goli się).

Podobał mi się filmowy motyw sukni ślubnej Brett. W książce matka po śmierci męża (ojca Orrego) załamała się i była niekontaktowa.

Akcja książki toczy się w czasach, gdy w niektórych stanach Ameryki było dozwolone niewolnictwo, więc musi być trochę i o samym niewolnictwie. Wielu pewnie pamięta znakowanie przypalanym żelazem niewolnika Priama (upił się). Tym czasem książkową karą jest chłostanie kotem i polanie ran solą.
Brr... Już nie wiem, co jest gorsze. Tutaj oprócz dręczenia człowieka dręczenie zwierzęcia dochodzi.

Uwaga, drastyczne!!!
Opis chłosty kotem


Justin LaMotte miał brata. Nie wiem, być może przeoczyłam to w filmie.

Przede mną jeszcze dwie części trylogii (4 woluminy).

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Upały, upały...


Tak się czuję. Pisać się nie chce, czytać się nie chce...

A wypożyczyłam kilka bardziej wymagających książek, niż ostatnio.
Są to między innymi:

1) "Jakbyś kamień jadła - Wojciech Tochman
Czytam i czytam i nie rozumiem. Po co to wszystko. Po co ta cała wojna? I to straszne, gdy nie można znaleźć ciała bliskiej osoby, zapewnić mu pogrzebu...

2) Wichrowe wzgórza - Emily Brontë. Jedna z książek na liście BBC. Jeszcze nie zaczęłam czytać.

3) A właściwie 3 i 4. Bo są to dwa woluminy. Północ i Południe  - John Jakes. Zaczęłam czytać pierwszy tom. I już mam parę refleksji, ale to może w innym poście.

niedziela, 9 sierpnia 2015

Kot w pustym mieszkaniu

Zastanawialiście się, co czuje pies/kot, gdy traci swojego właściciela?
Książka o kocie wielorodzinnym jest próbą odpowiedzi na to pytanie. Historia jest przedstawiona z punktu widzenia kota, to on jest narratorem tej książki.

Tytuł oryginału: Alfie the Doostep Cat
Tłumaczenie: Ewa Spirydowicz
Data wydania: 5 maja 2015
Wydawnictwo: Amber
ISBN: 9788324154005
Liczba stron: 350


Alfie wiódł spokojny żywot u boku starszej pani Margaret. Wcześniej jeszcze mieszkała z nimi kotka Agnes.
Pewnego dnia wszystko się zmieniło. Najpierw odeszła Agnes, a potem zmała pani Alfiego. Dzieci starszej pani nie chcą przygarnąć kota.
Przed Alfiem stoi alternatywa: schronisko. Za namową mieszkającej w pobliżu kotki Alfie postanawia poszukać sobie nowego domu. A najlepiej kilku domów.
Tak trafia na Edgar Road. Decyduje się na odwiedzanie czterech domów. Każdy dom ma swoich lokatorów, a każdy lokator swoje problemy. Alfie próbuje je po kociemu rozwiązać.

Sympatyczka książka, którą można traktować jako przerywnik między bardziej wymagającymi pozycjami. I w sam raz na upały. Bo to książka odprężająca, nie wymagająca jakiegoś specjalnego wysiłku intelektualnego.
W książce jest i polski akcent.
Może to nie jest arcydzieło, ale polecam.

niedziela, 2 sierpnia 2015

Lipiec - bilans

Zamieszczam listę książek przeczytanych w lipcu.

LIPIEC
114. Baśnie z dalekich wysp i lądów – Wanda Markowska, Anna Milska (300 s.)
115. Moi rodzice – Marta Kaczyńska ( 277 s.)
116. Karlsson z Dachu lata znów – Astrid Lindgren (156 s.)
117. Którędy do gwiazd – Anna Czerwińska-Rydel (47 s. + 47 s.)
118. Dlaczego oczy kota świecą się w nocy? I inne sekrety ze świata zwierząt – Dorota Sumińska (92 s.)
119. Bałtycka syrena. Historia Konstancji Czirenberg – Anna Czerwińska-Rydel (91 s.)
120. Rzeka – Emilia Kiereś (190 s.)
121. Zosia z ulicy Kociej. Wielkie zmiany – Agnieszka Tyszka (197 s.)
122. Przyślę panu list i klucz – Maria Pruszkowska (179 s.)
123. Latający Szpieg, czy Karlsson z Dachu? – Astrid Lindgren (160 s.)
124. Kraksa – Jerry Spinelli (160 s.)
125. Ucząc psa czytać – Jonathan Carrol (94 s.)
126. Pięciopsiaczki – Wanda Chotomska (71 s.)
127. Fajna ferajna - Monika Kowaleczko-Szumowska (123 s.)
128. I co my z tego mamy – Agata Puścikoska, Dominika Figurska (238 s.)
129. Szelmostwa Lisa Witalisa – Jan Brzechwa (30 s.)
130. Twoje listy chowam pod materacem. Korespondencja 1971-2002 – Astrid Lindgren, Sara Schwardt (237 s.)
131 - Instrukcja obsługi pieska Jacósia - Marek Grabowski (110 s.)
132 - Hania Humorek i Smrodek. Poszukiwacze skarbów - Megan McDonald (129 s.)

Lipiec - 2928 stron
Rok 2015 - 26.042


Nie jest źle. Ale większość z książek to książki dla dzieci.
Lipiec był trochę ciężki - goście, goście, wyjazdy...
Gości pożegnałam, czeka mnie wizyta w schronisku dla piesków, więc opisu długiego nie będzie. 

No, może parę refleksji:
- Pierwsze spotkanie z Jonathanem Carrolem (Ucząc psa czytać) zaliczam do niezbyt udanych. To przeplatanie się dwóch rzeczywistości sen/jawa niebyt przypadło mi do gustu. Pojawia się motyw nauki psa czytania.
Cóż... Miałam 4 psy, ale żadnego z nich nie próbowałam nauczyć czytać, nie wpadłam na to ;)

- Karlsson z Dachu nadal jest irytujący!!! Nienawidzę go, ponieważ znowu wyłudził od Braciszka zabawkę :( I nie życzyłabym sobie obecności tak wrednego typa na swoim weselu.

- Lubię Hanię Humorek, w przeciwieństwie do Koszmarnego Karolka. Hania to dziewczynka pełna ikry i bardzo pomysłowa. W tym tomie wraz z rodzicami i Smrodkiem udają się na wyspę Ocracoke. (Sprawdziłam, taka wyspa istnieje. Nawet jest ta latarnia widoczna na jednej z ilustracji). Jest tam statek, piraci i zabawa w podchody. Dzieci na podstawie wskazówek muszą odnaleźć skarb. Oczywiście Hania i Smrodek mają ochotę zgarnąć główną nagrodę. Jest to trudne, ponieważ depczą ich po piętach Wysoki Chłopiec i Mądra Dziewczynka.
Jest to pierwsza książka z tej serii (przynajmniej pierwsza, którą przeczytałam), która ma kolorowe ilustracje. Uważam to za plus, chociaż te czarno-białe ilustracje też miały swój urok.

Tłumaczenie: Aldona Możdżyńska
Tytuł oryginału: The Mad, Mad, Mad, Mad Treasure Hunt
Data wydania: 18 lutego 2015
ISBN: 
9788328105355
Wydawnictwo: Egmont Polska
Liczba stron: 129 s.

I na razie na tyle :)

sobota, 1 sierpnia 2015

Książki o Powstaniu

Dzisiaj przypada 71 rocznica wybuchu Powstania. Jeszcze żyją ci, co Powstanie pamiętają. Niestety, jest ich coraz mniej.  Zastanawiam się, ile lat ma najmłodsza osoba, która pamięta te dni. Szacuję, że koło 80. Bo dzieci też uczestniczyły w Powstaniu, albo obserwowały walki. "Najmłodsza" relacja z Powstania, z jaką się zetknęłam pochodzi od Joanny Papuzińskiej. Najmłodsza, bo pani Joanna urodziła się w 1939 roku, a więc w sierpniu 1944 roku miała 5,5 lat.  Ostatnio powstaje dużo książek poświęconych temu wydarzeniu. A więc są "Dziewczyny wojenne". Nie chcę o tej książce teraz pisać, bo mogę coś pokręcić. Zapamiętałam tylko, że większość dziewczyn - bohaterek tej książki mówiło, że Powstanie musiało wybuchnąć. Chyba tylko jedna, ostatnia bohaterka wyraźnie dała znak, że Powstanie nie powinno wybuchnąć.
O Powstaniu powstają także książki dla dzieci. Ostatnio czytałam książki poświęcone tej tematyce. Przede wszystkim jest cykl "Wojny dorosłych - historie dzieci".  Są dwie książki Joanny Papuzińskiej - "Mój tata szczęściarz" i "Asiunia". Powstania Warszawskiego dotyczy przede wszystkim ta pierwsza.
Są i książki z Muzeum Powstania Warszawskiego.

Data wydania: 2006
ISBN: 9788389774217
Wydawnictwo Muchomor
Liczba stron: 36 


Jedną z nich jest książka Szymona Sławińskiego "Mały Powstaniec". Przeznaczona jest ona dla dzieci w wieku 7-10 lat (z notatki na okładce. Powstała ona na podstawie wspomnień Tymoteusza Duchowskiego. W chwili wybuchu wojny Tymoteusz miał 11 lat. Książka wzbogacona jest o zdjęcia - powstańczych latarek i pistoletów. Tymoteusz (pseudonim Motek) na początku Powstania został ranny, ale szybko się wykaraskał. Potem wędrował kanałami. W książce są też elementy zabawne - kiedy powstańcy dostali kosz białych skarpetek albo co wynikło, z oddawania honoru w WC ;) .
Pod koniec Powstania Szymon zachorował. I być może to uratowało mu życie - nie został wywieziony na roboty, ani do obozu.
Gdy pisałam krótką notkę o książce poszukałam informacji o Szymonie Duchowskim. Można przeczytać wywiad z nim, o tu (___).
Dowiedziałam się także, że pan Duchowski nie żyje - zmarł w 14 marca 2014 roku.

Kolejną książką, jaką chciałabym polecić jest "Fajna ferajna" autorstwa Moniki Kowaleczko-Szumowskiej.

Data wydania: 18 lutego 2015
Wydawnictwo BIS
ISBN: 9788375514070
Liczba stron: 128

Książka przedstawia historię ośmiorga dzieci w wieku od 9 do 17 lat, które przeżyły i uczestniczyły w Powstaniu Warszawskim. Są to  zatem:
- Mirek Jajko, miał 10 lat. Aby uczestniczyć w Powstaniu skłamał, ze ma 12 lat i jego rodzice nie żyją. Po Powstaniu wyjechał do USA. Relacje o nim pochodzi ze wspomnień "Kaliny".
- Jaga miała 17 lat,
- Jureczek (Jerzy Grzelak, pseudonim "Pilot") miał 9 lat. Wspomina, jak na akcję (gaszenie pożaru) nie pożyczył swego hełmu koledze, bo był pęknięty. Kolega zmarł.
- "Miki" , miał 13 lat. Żydowski chłopiec. Udało mu się wraz z bratem uciec z getta, przybrali polskie imiona. Po upadku Powstania Warszawę opuścili wraz z wojskiem.
- Kazimierz (Stanisław Wołczański pseudonim "Kazimierz") miał 14 lat,
- Basia (Barbara Rybeczko-Tarnowiecka), miała 13 lat,
- "Hipek" (Bogusław Kamola), miał 14 lat. Jak sam twierdzi - Powstanie przeżył cudem, ponieważ 3 razy powinien zginąć. Mówi, ze swoje dwukrotne ocalenie zawdzięcza figurze Matki Boskiej. Jeden z pocisków upadł u stóp figury i nie wybuchł. "Naszym oczom ukazuje się pocisk, wielki jak potwór morski, który spoczywa potulnie u stóp Matki Boskiej"  (s, 95). Drugi z pocisków wybuchł ułamek później, tuż po tym, jak zdążyli się schować.
-  Halusia (Halina Stańczyk-Kryska), miała 10 lat.

Jednym z bohaterów książki jest także Antoni Godlewski "Rozpylacz". zginął 8 dnia Powstania.

Książka jest napisana prostym językiem, trudniejsze słowa są objaśnione.
Wojna przedstawiona jest z punktu widzenia dzieci. Niektóre cieszyły się z jej wybuchu, ponieważ tego dnia nie poszły do szkoły. Szybko jednak zmieniły zdanie. Niektórzy chłopcy chcąc aktywnie uczestniczyć w powstaniu zawyżali wiek.
Ponoć jest film, nie widziałam. O, tu: (film)
Część informacji zaczerpnęłam ze strony www.fajnaferajna.pl

Książkę polecam. Warto czytać dzieciom książki opowiadające o historii naszego kraju.

wtorek, 28 lipca 2015

Obiecanki-cacanki, czyli o książkach (nie) tylko dla dzieci

Wydawnictwo Zielona Sowa
Data wydania: 2006
ISBN: 8374351837
Liczba stron: 30


Dziś powróciłam do krótkiej powiastki Jana Brzechwy "Szelmostwa Lisa Witalisa". I jestem zachwycona. Wiersze i bajki Brzechwy są bardo rytmiczne, w sam raz dla dzieci. Po raz kolejny przekonałam się, że nie ma książek tylko dla dzieci. Dorosły czyta je na innej płaszczyźnie. A "Szelmostwa Lisa Witalisa" warto przeczytać przed wyborami.


Czułam się, jakbym czytała obietnice wyborcze polityków i obserwowała ich późniejszą realizację...


Scena 1.
"Nie namawiam, ale radzę,
Jeśli dziś otrzymam władzę
Daję słowo, że zasadzę [...]
Drzewa mego wynalazku
Już nie szyszki i żołędzie
Ale rosnąć na nich będzie
Schab wędzony i pieczony
Boczki, szynki, salcesony[...]
Nawet prosię w galarecie
Jeśli tylko zapragniecie"


Scena 2.
"Już nazajutrz na polanie
Zaczął lis urzędowanie [...]
I ustawę za ustawą
Jął wydawać z wielką wprawą
- Zarządzamy, by zwierzęta
Do użytku prezydenta
Oddawały prócz okupu,
Czwartą część swojego łupu [...]
Żeby kury i kurczęta
Same szły do prezydenta
I prosiły, by na rożnie
Raczył upiec je ostrożnie"
.
.. itd.

Powiem jeszcze tylko, że zwierzęta zmądrzały i zrobiły porządek w lesie.

wtorek, 21 lipca 2015

Którędy do gwiazd

O gwiazdach, kosmosie jest głośno. Choćby ostatnio sonda NASA zbliżyła się do Plutona. Od początku cywilizacji człowiek patrzy w niebo. Sama od czasu do czasu spoglądam w niebo (zaćmienie Słońca, noc perseid). I podziwiam tych, którzy potrafią gołym okiem różne konstelacje odnaleźć. Sama tylko Wieli Wóz rozpoznam, a o Gwieździe Polarnej nie ma mowy :(

Astronomią zajmowali si e głównie mężczyźni. Elżbieta Heweliusz jest tu chwalebnym wyjątkiem. Tej kobiecie poświęcona jest książka Anny Czerwińśkiej-Rydel "Którędy do gwiazd".

Data wydania: 2014
ISBN: 9788389774750
Wydawnictwo Muchomor
Liczba stron: 94 [47 s. + 47 s.]


Z okładki: „Niespotykany koncept współczesnej literatury dla młodych, który w jednej oprawie książki łączy dwie paralelne narracje: Jedną słowną, drugą obrazową. Obie równie dobrze mogłyby istnieć oddzielne […]”
Cóż, wersja graficzna niezbyt przypadła mi do gustu. Ale warto zapoznać się z postacią Elżbiety Heweliusz.

Elżbieta Koopman wyszła za mąż za dużo starszego od siebie człowieka. Od Jana była młodsza o aż 36 lat. Z dzisiejszego punktu widzenia to niemal gorszące. Jednak jej małżeństwo było szczęśliwe, mogła rozwijać z mężem swoją pasję. A były to czasy, kiedy kobiety miały bardzo ograniczony dostęp do nauki, bo...

„Kobiety dzieli się na niewiasty, czyli te, które nie wiedzą, i wiedźmy, te, które wiedzą, ale ich wiedza może pochodzić tylko od sił nieczystych. Wciąż panuje przekonanie, że kobieta to gorsza istota, która rozumem nie dorównuje mężczyznom”.Pasji Elżbiety nie rozumiała jej matka.
Wspomniała córce o jeden z kobiet posądzonych o czary i spalonej na stosie.

"Przecież w Gdańsku i okolicach co rusz odbywają się procesy kobiet posądzonych o czary. Niedaleko trzeba szukać.  Chociażby ta sprawa z naszą sąsiadką Esterą Platzken. Z pozoru wyglądała na zwykłą gdańską mieszczankę, przykładną żonę i matkę. Ale nie umiała powściągnąć języka. Ciągle wdawała się w kłótnie z sąsiadami, głośno wypowiadała swoje zdanie, była uparta i zdecydowana. Nie raz pouczała mnie i inne kobiety. No i  doigrała się.  Ktoś wreszcie doniósł na nią do sądu miejskiego. Oskarżono ją, że weszła w pakt z samym diabłem [...]. Długo zaprzeczała wszystkiemu, ale po wielu próbach i torturach, którym ją poddano przyznała się wreszcie. Sąd uznał, że jest winna i spalono ją na stosie". (s. 21)

Elżbieta Koopmann Heweliusz zmarła 6 lat po swoim mężu. I jeszcze coś. Chętnie zobaczyłabym suknię ślubną Elżbiety Heweliusz – w kolorze rozgwieżdżonego nieba, Musiała być ciekawa :)

U sam Jan Heweliusz był wyjątkowym i ciekawym człowiekiem. Pierwsza żona pomagała mu prowadzić interesy, a z drugą dzielił astronomiczną pasję. A w tamtych czasach nie było to takie oczywiste. O Janie Heweliuszu można przeczytać w innej książce tej autorki - "Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem". 

poniedziałek, 20 lipca 2015

Kobieta, której nie znałam...

Data wydania: 2014
Liczba stron: 91
Wydawnictwo Muchomor
ISBN: 9788389774781


Konstancja Czirenberg/Zierenberg (1605–1653). Nigdy o niej nie słyszałam. Żyła dość dawno,w XVII wieku. Tę nietuzinkową postać miałam okazję poznać dzięki Annie Czerwińskiej - Rydel. O Konstancji można także przeczytać w angielskiej Wikipedii. Szkoda, że tylko w angielskiej, ponieważ Konstancja urodziła się w Gdańsku.

Książka jest świadectwem pewnej epoki. Czasów, w których nie wypadało się kąpać – bo można dostać od tego wyprysków. Kąpiel – jeśli już – to w koszuli, nie nago.
Czasów, w których to mężczyźni sprawowali władzę. Konstancja miała szczęście. Dzięki ojcu dane jej było się kształcić. Znała 6 języków (źródło), poza tym odebrała nauczanie muzyczne. Była utalentowana pod tym względem.

"Czasem mam wrażenie, że zapominasz o najważniejszym - pani Czirenberg spojrzała surowo na męża.  - Konstancja jest dziewczynką i nasze wychowanie powinno się skupiać na przysposabianiu jej do bycia żoną i matką, kobietą skromną i bogobojną, a nie jakąś artystką [...] 
Sam mi kiedyś mówiłeś, że uczoność kobieca jest czymś wielce podejrzanym, a jedyne studia, którym mogą się oddawać panienki, to te, które uszlachetniają ich charakter i nauczą, jak żyć dobrze, pracowicie i świątobliwie.  A teraz sprowadzasz do naszej córki nauczycieli muzyki, języków, malarstwa, kupujesz jej książki, kształcisz, jakby miała być ... No właśnie, kim?
- Anno, powiedział po chwili. - Wiem, że kobiety ze swej natury przeznaczone są do innych celów i zadań, niż my, mężczyźni. Ale... mamy czterech synów, a żaden z nich nie ma tylu talentów i takiej chęci do nauki, jak nasza córka. Mam ja hamować tylko dlatego, że jest dziewczynką?" (s.61).


„Konstancja była zafascynowana Ratuszem, obrazami, i tym co mówił jej ojciec. Podobało się jej to, że traktował ją poważnie, niemal jak dorosłą, i pozwolił jej wejść do miejsca, w którym spotykali się tylko mężczyźni, bo kobietom nie wolno było sprawować władzy.

- Dlaczego ojcze? Spytała, kiedy wracali już do domu. – Czy kobiety nie potrafią być sprawiedliwe, mądre, pobożne i stałe? Nie umieją dążyć do wolności i zgody? Nie mają takiego rozumu, który pozwoliłby im podejmować ważne decyzje?

Jan milczał. Pytania córki zbiły go z tropu. Spoglądał na jej jasną główkę, piękne, zielone oczy, wdzięczną postać i myślał, że Konstancja nie jest zwykłą dziewczynką”.


Są to czasy, w których rodzice decydowali o zamążpójściu córki i mogli ja wydać za wdowca z pięciorgiem dzieci. Dobrze, że i to małżeństwo było szczęśliwe.

Są to czasy plotek i zabobonów – Konstancja była posądzona o to, że jest dzieckiem syreny (syreny podrzucają ludziom dzieci, które urodziły ze związku z marynarzami i te dzieci przynoszą nieszczęście).

Życie Konstancji nie było szczęśliwe. Straciła męża i dwie córki. Sama zmarła na dżumę w 1653 roku w Gdańsku.

Książka składa się z dwóch części. Pierwsza to wersja graficzna - ilustracje i różne cytaty o syrenach. Druga - pisana - to już życiorys Konstancji.
Książka jest ciekawa, tylko nie do końca rozumiem koncepcję graficzną.

piątek, 17 lipca 2015

Minionki




Czasami chodzę do kina. Za rzadko. Ostatnio wybrałam się z siostrzeńcem i siostrą na film pt. "Minionki". Po raz pierwszy zetknęłam się z tymi żółtymi stworami, nieco podobnymi do tik-taków.
Byłam i nie wiem, co o filmie sądzić. Słyszę, że dzieci w kinie gadają tylko o Minionkach, są specjalne karty z Minionkami.

Byłam, ale: 
- na bilecie rodzinnym oszczędziłam 4 złote!!! Oszałamiająca zniżka. Po 2 złote na bilecie dla dorosłych, dziecko bez zmian, bo i tak ma zniżkę. Ciekawe, jak się ma sprawa z rodzinami wielodzietnymi.
- przed seansem było 15 minut reklam. Sprawdziłam z zegarkiem w ręku. A byłam z siostrą i jej dzieckiem, które zachowuje się jak Osioł ze Shreka. co 30 sekund pytał "a kiedy film"...
Więc wiem, jak czuł się Shrek wybierając się z Osłem w podróż do Zasiedmiogórogrodu. Zresztą w rolę Shreka mogłam się wczuć parę lat wcześniej wybierając się z nim (siostrzeńcem, nie Shrekiem) w podróż pociągiem 150 km "Warszawa - Cośtam".




Teraz o filmie. Film, jak film. Nie wynudziłam się za specjalnie. Czasami nawet się ubawiłam.  Scarlett O'Haracz - lubię takie gry słów.



Ale film nie ma żadnego przesłania. I radzę zastanowić się, zanim ktoś wybierze się z dzieckiem na seans opowiadający o stworkach, które chcą służyć złemu guru. I wszystko kręci się wokół zła. Targi zła, itp.

Tutaj jest ciekawa recenzja ;)

Tak więc w tym roku byłam dwa razy w kinie i na pewno będę przynajmniej jeszcze jeden raz. Bo wybieram się na drugą część "Kosogłosa".

piątek, 3 lipca 2015

Czekolada, czekolada...

Wiele razy pisałam, że lubię książki Anny Czerwińskiej-Rydel. Potrafi w ciekawy sposób opowiadać o znanych ludziach. Przypomina zapomniane, acz ciekawe postaci. Niewątpliwie do takich osób należy Jan Wedel. A także jego ojciec i dziadek.

Wiecie? Jakoś nigdy nie byłam wielbicielką czekolady. A jeśli już to czekoladą nr. 1 była u mnie Milka. Po zapoznaniu się z historią fabryki Wedel chyba jednak zmienię zdanie. 

Data wydania: 2014
Wydawnictwo Muchomor
ISBN: 9788389774682
Liczba stron: 149

Według mnie książka jest najlepszą reklamą czekolady Wedel!!!

Historia Wedlów i ich fabryki była mi kompletnie nieznana. A szkoda!
Wytwórnia czekolady Wedel została założona przez Karola Wedla w 1851 roku. Zresztą ta data widnieje na każdym opakowaniu czekolady. Wtedy otworzył pierwszy, własny sklep. Jego syn Emil, (którego podpis widoczny jest na czekoladzie) pracę w fabryce zaczynał od podstaw.

Jan Wedeljeden z najbogatszych biznesmenów przedwojennej Polski.
Portret Stefan Norblin
Muzeum Narodowe w Warszawie

Wnuk Karola - Jan był wspaniałym człowiekiem. Mimo skończonych studiów również zaczynał pracę jako zwykły robotnik.
Każdemu życzę takiego pracodawcy.
W czasie wojny nie przyjął niemieckiego obywatelstwa, mimo, że miał taką możliwość. Co więcej - uratował niektórych pracowników wywiezionych do obozu koncentracyjnego.
Bardzo żałowałam tego, jak polskie władze potraktowały go po zakończeniu wojny. Został pozbawiony fabryki, wyrzucono go ze swojego mieszkania. Miałam łzy w oczach, gdy o tym czytałam.
Jan Wedel do końca życia przychodził  do Parku Paderewskiego sąsiadującego z gmachem fabryki, siadywał na ławeczce nad brzegiem Jeziorka Kamionkowskiego i godzinami patrzył na swoją fabrykę.
Zmarł 31 marca 1960 roku. Spoczął w grobie rodzinnym na cmentarzu ewangelicko-augsburskim w Warszawie. Na jego pogrzeb przybyło tysiące ludzi z Warszawy i całej Polski. Dawna orkiestra zakładowa, którą on sam powołał zagrała na pożyczonych instrumentach - ówczesna władza nie pozwoliła zagrać na fabrycznych, orkiestra zagrała na instrumentach pożyczonych (1).
"Dlaczego zebrało się tu dziś aż tylu ludzi? pytał pastor podczas kazania. - Bo umarł ktoś niezwykły. Prawdziwie dobry człowiek" (s.134)

I jeszcze jedno pytanie. Ze strony Na Temat.
Dziś eksperci, badacze i teoretycy biznesu zadają sobie to samo pytanie.Gdzie byłaby polska gospodarka gdyby nie wojna i 50 lat komuny?Być może dziś Wedel byłby europejską potęgą cukierniczą, gdyby nie wojna i jej fatalne skutki.

Poza tym - jak sam tytuł wskazuje jest tu dużo o czekoladzie. Na końcu książki można znaleźć kilka przepisów.







Historia nieznana. Jan Wedel - polski Schindler

środa, 1 lipca 2015

Bilans czerwca

CZERWIEC
96. Cześć wilki – Dorota Kassjanowicz (228 s.)
97. Cztery – Veronica Roth (303 s.)
98. Moc czekolady. Opowieść o Wedlach i czekoladzie – Anna Czerwińska-Rydel (149 s.)
99. Co tu jest grane – Anna Czerwińska-Rydel, Katarzyna Bogucka, Anna Niemierko (36 s.)
100. Moja babcia kocha Chopina – Anna Czerwińska-Rydel, Dorota łoskot-Cichocka (64 s.)
101. Kobieta, która stała się legendą. Opowieść o Marii Skłodowskiej-Curie – Agnieszka Nożyńska-Demianiuk (85 s.)
102. Złota Księga Bastablów – Edith Nesbit (230 s.)
103. Pociągi pod specjalnym nadzorem – Bohumil Hrabal (157 s.)
104. W dżungli niepewności – Beata Pawlikowska (293 s.)
105. Matylda – Roal Dahl (141 s.)
106. Szukając Alaski – John Green (317 s.)
107. Wszystkie moje mamy – Renata Piątkowska, Maciej Szymanowicz (48 s.)
108. Mały Powstaniec- Szymon Sławiński (38 s.)
109. Ronaldo. Chłopiec, który wiedział, czego chce – Yvette Żółtowska-Darska (208 s.)
110. Jak robić dobrze – Szymon Hołownia (303 s.)
111. Niezbędnik obserwatorów gwiazd – Matthew Quick (217)
112. Magiczne lekarstwo George’a – Roald Dahl (114 s.)
113. Drugi oddech – Philippe Pozzo di Borgo (252 s.)

Czerwiec: 3183 stron
Rok 2015: 23 114

Ciężko teraz o jakąś dogłębną analizę. Niby są wakacje, ale przyjechało do mnie dziecko. Nieczytające dziecko. Ale w prezencie książkę dostało (o Ronaldo).
Chwilę dla książki muszę kraść pomiędzy wypisywaniem wyników meczy a zabawą w faulowanie. W tej chwili dziecię jest u jednej z  babć.

Najtrudniej czytało mi się "Pociągi pod specjalnym nadzorem".
Książka, wobec której mam mieszane uczucia to "Matylda"

Kontynuuję czytanie cykli "Cała Polska czyta dzieciom" i "Wojny dorosłych - historie dzieci".

Skończyłam przygodę z "Niezgodną" - przeczytałam książkę "Cztery".

Przeczytałam druga książkę o filmowych "Nietykalnych". Polecam dwie książki. Jedna jest pisana z perspektywy Abdela Sellou, a druga z perspektywy Philippe Pozzo di Borgo.

I tyle.

wtorek, 30 czerwca 2015

Magiczne lekarstwo George'a

Tytuł oryginału: George's Marvellous Medicine
Tłumaczenie: Jerzy łoziński
ISBN: 9788375061321
Data wydania: 2007
Liczba stron: 114


O książce: nie powiem dobra, nie powiem zła. Powiem tyle. Interesująca. Na swój sposób mnie rozbawiła. Ośmioletni George mieszka z rodzicami i wredną babcią. Babcia mu dokucza, obraża słownie.
Gdy rodzice wychodzą z domu obowiązkiem chłopca jest opieka nad babcią, w tym podanie jej o określonej godzinie lekarstwa.
Pewnego dnia chłopiec nie wytrzymuje i postanawia dać babci nauczkę. Sam sporządza jej lekarstwo. Wykorzystuje niemal wszystko, co można znaleźć w domu. Efekty zażycia lekarstwa są zadziwiające. Nawet ojciec chłopca jest zachwycony.
George miksturę sporządza cztery razy. Za każdym razem nieco inaczej, więc skutki jej zażycia są inne. Poza babcią specyfik testowany jest na zwierzętach :(
Może to dziwne, ale najbardziej spodobały mi się krótkie notki o autorze zamieszczone na początku i na końcu książki. A więc:
- Roald Dahl założył instytucję charytatywną. Pomaga ona między innymi dzieciom ze schorzeniami neurologicznymi
- miał specjalną, pisarską chatkę, w której NIGDY!!! nie sprzątał. Gromadził się tam kurz przez ponad 15 lat.
- lubił pająki

Ogólnie książka podobała mi się, ale mam wątpliwości, czy polecić ją dziecku. Z obawy, żeby podobnej mikstury nie zrobiło.