wtorek, 21 lipca 2015

Którędy do gwiazd

O gwiazdach, kosmosie jest głośno. Choćby ostatnio sonda NASA zbliżyła się do Plutona. Od początku cywilizacji człowiek patrzy w niebo. Sama od czasu do czasu spoglądam w niebo (zaćmienie Słońca, noc perseid). I podziwiam tych, którzy potrafią gołym okiem różne konstelacje odnaleźć. Sama tylko Wieli Wóz rozpoznam, a o Gwieździe Polarnej nie ma mowy :(

Astronomią zajmowali si e głównie mężczyźni. Elżbieta Heweliusz jest tu chwalebnym wyjątkiem. Tej kobiecie poświęcona jest książka Anny Czerwińśkiej-Rydel "Którędy do gwiazd".

Data wydania: 2014
ISBN: 9788389774750
Wydawnictwo Muchomor
Liczba stron: 94 [47 s. + 47 s.]


Z okładki: „Niespotykany koncept współczesnej literatury dla młodych, który w jednej oprawie książki łączy dwie paralelne narracje: Jedną słowną, drugą obrazową. Obie równie dobrze mogłyby istnieć oddzielne […]”
Cóż, wersja graficzna niezbyt przypadła mi do gustu. Ale warto zapoznać się z postacią Elżbiety Heweliusz.

Elżbieta Koopman wyszła za mąż za dużo starszego od siebie człowieka. Od Jana była młodsza o aż 36 lat. Z dzisiejszego punktu widzenia to niemal gorszące. Jednak jej małżeństwo było szczęśliwe, mogła rozwijać z mężem swoją pasję. A były to czasy, kiedy kobiety miały bardzo ograniczony dostęp do nauki, bo...

„Kobiety dzieli się na niewiasty, czyli te, które nie wiedzą, i wiedźmy, te, które wiedzą, ale ich wiedza może pochodzić tylko od sił nieczystych. Wciąż panuje przekonanie, że kobieta to gorsza istota, która rozumem nie dorównuje mężczyznom”.Pasji Elżbiety nie rozumiała jej matka.
Wspomniała córce o jeden z kobiet posądzonych o czary i spalonej na stosie.

"Przecież w Gdańsku i okolicach co rusz odbywają się procesy kobiet posądzonych o czary. Niedaleko trzeba szukać.  Chociażby ta sprawa z naszą sąsiadką Esterą Platzken. Z pozoru wyglądała na zwykłą gdańską mieszczankę, przykładną żonę i matkę. Ale nie umiała powściągnąć języka. Ciągle wdawała się w kłótnie z sąsiadami, głośno wypowiadała swoje zdanie, była uparta i zdecydowana. Nie raz pouczała mnie i inne kobiety. No i  doigrała się.  Ktoś wreszcie doniósł na nią do sądu miejskiego. Oskarżono ją, że weszła w pakt z samym diabłem [...]. Długo zaprzeczała wszystkiemu, ale po wielu próbach i torturach, którym ją poddano przyznała się wreszcie. Sąd uznał, że jest winna i spalono ją na stosie". (s. 21)

Elżbieta Koopmann Heweliusz zmarła 6 lat po swoim mężu. I jeszcze coś. Chętnie zobaczyłabym suknię ślubną Elżbiety Heweliusz – w kolorze rozgwieżdżonego nieba, Musiała być ciekawa :)

U sam Jan Heweliusz był wyjątkowym i ciekawym człowiekiem. Pierwsza żona pomagała mu prowadzić interesy, a z drugą dzielił astronomiczną pasję. A w tamtych czasach nie było to takie oczywiste. O Janie Heweliuszu można przeczytać w innej książce tej autorki - "Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem". 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz