piątek, 17 lipca 2015

Minionki




Czasami chodzę do kina. Za rzadko. Ostatnio wybrałam się z siostrzeńcem i siostrą na film pt. "Minionki". Po raz pierwszy zetknęłam się z tymi żółtymi stworami, nieco podobnymi do tik-taków.
Byłam i nie wiem, co o filmie sądzić. Słyszę, że dzieci w kinie gadają tylko o Minionkach, są specjalne karty z Minionkami.

Byłam, ale: 
- na bilecie rodzinnym oszczędziłam 4 złote!!! Oszałamiająca zniżka. Po 2 złote na bilecie dla dorosłych, dziecko bez zmian, bo i tak ma zniżkę. Ciekawe, jak się ma sprawa z rodzinami wielodzietnymi.
- przed seansem było 15 minut reklam. Sprawdziłam z zegarkiem w ręku. A byłam z siostrą i jej dzieckiem, które zachowuje się jak Osioł ze Shreka. co 30 sekund pytał "a kiedy film"...
Więc wiem, jak czuł się Shrek wybierając się z Osłem w podróż do Zasiedmiogórogrodu. Zresztą w rolę Shreka mogłam się wczuć parę lat wcześniej wybierając się z nim (siostrzeńcem, nie Shrekiem) w podróż pociągiem 150 km "Warszawa - Cośtam".




Teraz o filmie. Film, jak film. Nie wynudziłam się za specjalnie. Czasami nawet się ubawiłam.  Scarlett O'Haracz - lubię takie gry słów.



Ale film nie ma żadnego przesłania. I radzę zastanowić się, zanim ktoś wybierze się z dzieckiem na seans opowiadający o stworkach, które chcą służyć złemu guru. I wszystko kręci się wokół zła. Targi zła, itp.

Tutaj jest ciekawa recenzja ;)

Tak więc w tym roku byłam dwa razy w kinie i na pewno będę przynajmniej jeszcze jeden raz. Bo wybieram się na drugą część "Kosogłosa".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz