poniedziałek, 2 listopada 2015

Podsumowanie października




PAŹDZIERNIK

157. Filip i jego załoga na kółkach – Janina Broniewska (30 s.)
158. Bambolandia – Małgorzata Musierowicz (149 s.)
159. Galop’44 – Monika Kowaleczko-Szumowska (314 s.)
160. Cejrowski – Grzegorz Brzozowicz (256 s.)
161. Słoń Birara – Ferdynand Ossendowski (143 s.)
162. Krasnale i olbrzymy – Joanna Papuzińska (35 s.)
163. Florka. Z pamiętnika ryjówki – Roksana Jędrzejewska-Wróbel (52 s.)
164. Florka. Listy do Józefiny – Roksana Jędrzejewska-Wróbel (53 s.)
165. Florka. Listy do babci – Roksana Jędrzejewska-Wróbel (53 s.)
166. Kamienica – Roksana Jędrzejewska-Wróbel (189 s.)
167. Chirurg czy artysta. Marek Szczyt w rozmowie z Urszulą Hollanek. (269 s.)
168. Werka Rozterka i nowa niania – Patricia Hermes (160 s.)
169. Werka Rozterka i dwie nianie – Patricia Hermes (160 s.)
170. Sekretne życie pszczół – Sue Monk Kidd (350 s.)
171. Diossos – Witold Makowiecki (215 s.)
172. Największe kłamstwa naszej cywilizacji – Beata Pawlikowska (359 s.)
173. Maleńkie Królestwo królewny Aurelki – Roksana Jędrzejewska-Wróbel (88 s.)
174. Zły Kocurek. 100 lat – Nick Bruel (162 s.)
175. W dżungli codzienności – Beata Pawlikowska (400 s.)
176. Hania Humorek i Smrodek. Wielka, straszna ciemność. – Megan McDonald (143 s.)
177. Gąska Małgosia – Jan Grabowski (144 s.)
Październik -  3.694s.
Rok 2015 - 35.442

Trochę refleksji. 
Pozytywnie oceniam książki o Werce. Pisałam o nich już. Są jeszcze dwa tomy i wiem, że po nie sięgnę. Mam nadzieję, że będą równie sympatyczne, jak dwa poprzednie i nie zostaną do nich przemycone żadne niemiłe elementy w stylu tablicy do wywoływania duchów, jak w Hani Humorek.

Od dziecka towarzyszyły mi książki. Były one w każdej świątecznej paczce. Wielu książek z dzieciństwa nie pamiętam. Ot, czasem przypomni mi się, że miałam, czytałam. Tak było z książką "Filip i jego załoga na kółkach". Okładkę zobaczyłam na Lubimy czytać, i coś błysnęło. Wiem, że książkę miałam. Nie wiem, czy omawiałam na lekcjach j. polskiego, czy nie. Jestem dzieckiem przełomu. W 1990 roku (wybory prezydenckie, Tymiński, czarna teczka, itp byłam jeszcze w szkole podstawowej). Przeczytałam też parę recenzji i zapragnęłam sięgnąć jeszcze raz po książkę.

Gdy zobaczyłam na półce „crossing book” „Filipa…” zapragnęłam sobie przypomnieć. I sprawdzić, czy rzeczywiście jak głosi recenzja na LC „propaganda wylewa się z każdej strony”. Część historii podoba mi się. Żołnierze niemieccy wycofują się. Idąca za nimi armia znajduje w jednej ze spalonych wiosek małego chłopca. Dowiadują się, że do jednej z sąsiednich wsi schroniła się matka dziecka. I dziecię zabierają. Podkreślone jest zło wojny.
A teraz minusy. Zgodnie maszeruje sobie armia polska i radziecka. Jedni mają czerwone gwiazdeczki, inni orzełki. Jest lato 1944.
Książka kończy się spotkaniem chłopca z matką. Szkoda, że autorka nie pociągnęła tego dalej. Jak owa armia dotarła i zatrzymała się parę kilometrów od Warszawy, w której wiadomo, co się działo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz