sobota, 6 września 2014

Most do Terabithii

"- Jedno słówko, pani - rzekł, wracając od kominka i kulejąc przy tym z bólu. — Jedno słówko. Wszystko, co powiedziałaś, jest prawdziwe, i wcale bym się nie dziwił. Taki już jestem, że lubię wiedzieć najgorsze, a wtedy staram się zachować twarz, jak potrafię. Nie będę więc zaprzeczał temu, co powiedziałaś. Ale mimo to trzeba jeszcze powiedzieć jedno. Przypuśćmy, że my naprawdę tylko wyśniliśmy albo wymyśliliśmy sobie te wszystkie rzeczy: drzewa i trawę, słońce i księżyc, gwiazdy i samego Aslana. Przypuśćmy, że tak jest. Ale jeśli tak, to mogę tylko powiedzieć, że te wymyślone rzeczy wydają mi się o wiele bardziej ważne niż tamte prawdziwe. Przypuśćmy, że ta wielka czarna dziura, twoje królestwo, JEST prawdziwym światem. No cóż, muszę wyznać, że to bardzo żałosny świat. To bardzo zabawne, kiedy się o tym pomyśli. Jeśli masz rację, to jesteśmy tylko dziećmi, które sobie wymyśliły zabawę. Ale czworo bawiących się dzieci może stworzyć fantastyczny świat, który sprawia, że twój prawdziwy świat staje się pusty ".

Tłumaczenie: Maria Skarbińska
Tytuł oryginału: Bridge to Terabithia
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Data wydania: 6 marca 2007
ISBN: 9788310112828
Liczba stron: 238



Sięgając po książkę "Most do Terabithii" trochę czego innego się spodziewałam. Myślałam, że będzie to kolejna książka o tajemniczej, magicznej krainie. Tymczasem nie jest to książka z gatunku fantasy.
Tymczasem jest to książka o dwojgu dzieciach, które wymyśliły sobie tajemniczą krainę - Terabithia.
Aby tam dojść trzeba przeprawić się przez strumień. Pomaga w tym uwiązana do drzewa lina.
Krainą tą włada dwoje dzieci - Jess i Leslie. Mają po 10 lat. Na co dzień uczęszczają do jednej z amerykańskich szkół.
Życie Jesego nie jest łatwe. Mieszka w amerykańskiej wiosce. Ma cztery siostry. Codziennie musi wydoić krowę. Jest i przykra, szkolna rzeczywistość. W szkole trzeba walczyć o byt. Starsi uczniowie znęcają się nad młodszymi. Życie Jessego zmienia się, gdy do pobliskiego domu sprowadza się bogata  rodzina z dużego miasta wraz ze swoja córką - Leslie.

Nie chcę streszczać książki, ale popłakałam się na końcu.

Leslie wspomina o Aslanie i "Opowieściach z Narnii", więc dlatego we wstępie nawiązałam do dzieła C.S.Lewisa. Książkę wypożyczyłam z biblioteki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz