poniedziałek, 22 czerwca 2015

Matylda

Tłumaczenie: Mariusz Arno Jaworowski
Tytuł oryginału: Matilda
Data wydania: 2008
ISBN: 9788361174448
Liczba stron: 141


Mam dylemat z tą książką. Z jednej strony to piękna historia o ponadprzeciętnie zdolnej dziewczynce. Matylda w wieku pięciu lat czytała takie książki, których i absolwent Yale nie powstydziłby się.  Dziewczynka jest nierozumiana przez rodziców, którzy wolą oglądać telewizję. W szkole rządzi okropna, budząca strach dyrektorka. Sama fabuła podobała mi się. Ale język, którym historia została opisana pozostawia wiele do życzenia. Być może warto byłoby niektóre, bardziej krnąbrne dzieci do dusidła wsadzić ;) . Ale za wiele gnid, potworów i szczurów moim zdaniem.
Oto próbka języka.

 "Jej ojciec (Matyldy) powiedział, że to prawdziwy wrzód" (s.50)
O Matyldę chodziło!!!

"Jak ona wygląda? Pewnie to jakiś wredny mały robal. Odkryłam w czasie mojej długiej kariery nauczycielki, że niedobra dziewczynka jest o wiele gorsza od niedobrego chłopca. Jest z nimi zupełnie tak, jak z muchami. Przywala się takiej gazetą, a jej już tam nie ma. Małe dziewczynki to wredne potwory. Całe szczęście, że ja nigdy taka nie byłam". (s. 51)

"Dziewczynka z warkoczami, Amanda Mszyca, stała bez ruchu, patrząc na nadchodzącą olbrzymkę, a jej twarz miała wyraz osoby, która znalazła się na niewielkim pastwisku razem ze wściekłym bykiem. Stała drżąc jak osika, przerażona, z wybałuszonymi oczami, i była przekonana, że oto nadszedł dla niej Dzień Sądu Ostatecznego. Pałka dotarła już do swojej ofiary i zatrzymała się. - Jutro masz przyjść do szkoły bez tych ohydnych warkoczy! — szczeknęła. — Masz je oderżnąć i wrzucić do śmietnika, zrozumiano? Amanda, choć sparaliżowana ze strachu, zdołała wyjąkać: - Ale m-m-mamusia je lubi. Codziennie rano mi je zaplata. - Twoja mamusia to kretynka! — ryknęła Pałka. Dźgnęła paluchem grubości salami w głowę dziecka i dodała: — Wyglądasz jak szczur, któremu ogon wyrósł z łba! - Mamusia mówi, że wyglądam uroczo, p-p-proszę pani — wyjąkała Amanda trzęsąc się jak galareta. - Guzik mnie obchodzi, co mówi twoja mamusia — ryknęła Pałka, po czym rzuciła się do przodu, chwyciła jedną ręką warkocze Amandy i podniosła za nie dziewczynkę. Zaczęła kręcić nią w kółko nad głową, coraz szybciej i szybciej. Amanda darła się jak obdzierana ze skóry, a Pałka wrzeszczała: — Już ja ci pokażę warkoczyki, ty mała szczurzyco! " (s. 67)

"- Ta gnida — zadudniła Pałka, wskazując na niego szpicrutą jak rapierem — ta obrzydliwa pluskwa, ten bękart to zwykły przestępca z kryminalnego podziemia, członek mafii! - Kto, ja? — spytał Brzuś Truchcik. Na jego twarzy malował się wyraz szczerego zdziwienia. - Złodziej! — darła się Pałka. — Kanciarz! Pirat! Rzezimieszek! Koniokrad! - To wszystko nieprawda, pani dyrektor. - Zaprzeczasz, ty nędzna pluskwo? Nie przyznajesz się do winy? - Nie mam pojęcia, o czym pani mówi — odparł chłopiec, zdziwiony jeszcze bardziej niż poprzednio. - Zaraz ci powiem, o czym mówię, ty ropiejący bąblu! — wrzasnęła Pałka. — Wczoraj rano, podczas przerwy, wślizgnąłeś się jak wąż do kuchni i ukradłeś z mojej tacy kawałek tortu czekoladowego! Kucharka sama poustawiała wszystko na tej tacy! To była moja poranna przekąska! A jeśli chodzi o tort, to był z moich prywatnych zapasów! Chyba nie wyobrażasz sobie, że będę jadła te świństwa, którymi was karmimy? Ten tort zrobiono z prawdziwego masła j prawdziwej śmietany! A ty, rozbójniku, ukradłeś go i zjadłeś!" (s. 70-71)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz