niedziela, 9 października 2016

Kuna za kaloryferem

Data wydania: 2011
ISBN: 978-83-268-0504-2
Liczba stron: 352


Fantastyczna książka!
Zdjęcia + ilustracje są cool :D
Autor wraz z żoną mieszka w Teremiskach, w wiosce położonej w puszczy Białowieskiej.
Zajmuje się opieką nad osieroconymi, pokrzywdzonymi przez los dzikimi zwierzętami. I o tym jest ta książka. Przez jego dom przewinęły się kuny, wydra, nietoperz, bociany, sowy i parę innych ptaków.
Miałam sporo śmiechu, ale i czasami było smutno. Nie każde dzikie zwierzę da się uratować.
Takie dzikie zwierzę wprowadza trochę zamieszania, zwłaszcza, kiedy mieszka w domu.

"Do was mamy prośbę. Jeżeli nie jest to absolutnie konieczne, nie próbujcie hodować dzikich zwierzaków w domu. To bardzo trudne zadanie, a miejsce dzikich zwierząt nie jest w naszych domach, tylko w lasach i łąkach. Zwierzak wychowany przez człowieka, który nie ma pojęcia, jak z nim postępować, nigdy nie wróci do natury, a z ludźmi nie będzie szczęśliwy. Dlatego, gdy znajdziecie jakiegoś zwierzęcego malucha, nie zabierajcie go ze sobą, zanim w stu procentach się nie upewnicie, że jest w tarapatach.
Niestety, większość młodych zwierząt zabierana jest z lasów, pól i łąk zupełnie bez powodu. Zwykle ich rodzice przyglądają się z ukrycia, jak zabieramy ich pociechę, i nie jest to ani dla pociechy, ani dla rodziców przyjemne. Jeżeli zwierzaka trzeba zabrać, to najlepiej oddać go do ogrodu zoologicznego. Tam pracują ludzie, którzy   na pewno będą w stanie lepiej mu pomóc niż my". [s. 340]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz