piątek, 30 stycznia 2015

Książki z dzieciństwa

Dawno przestałam być dzieckiem.
Do szkoły podstawowej uczęszczałam w okresie przełomu. Gdy szłam do zerówki był jeszcze PRL. Gdy kończyłam ósmą klasę było już po pierwszych wolnych wyborach. W liceum bez problemów wyjechałam do Francji. Problemy z otrzymaniem paszportu są więc dla mnie abstrakcją. Nawet stanu wojennego nie pamiętam.
PRL kojarzy mi się z dzieciństwem. Ze sprzedażą butelek (zawsze było parę groszy dla siebie), z zabawami w piwnicy, czy na łące. I z książkami. Z serią "Poczytaj mi mamo" i paroma innymi.
Niedawno wpadła mi w ręce urocza książka. O dziwo - w dziale dziecięcym. Miałam nic nie wypożyczyć, ale - jak to zwykle bywa - wypożyczyłam.

Wydawnictwo: Egmont Polska Sp. z o.o.
Data wydania: 16 kwietnia 2014
ISBN: 9788323760832
Ilość stron: 320

Książka jest napisana w formie wywiadu. Wiele z tych osób znam.

 Plusem książki są reprinty bardzo dawnych wydań, które pamiętam z dzieciństwa, a które obecnie są często niedostępne. Wydania, które miałam, ale zaginęły, bądź je oddałam. Chętnie wszystkie skopiowałabym tutaj, ale jest coś takiego, jak prawa autorskie.Pokażę tylko wybrane."




Dzisiejsze czasy szczycą się wieloma wynalazkami. E-booki, audiobooki. Tymczasem powtórzę za Grzegorzem Turnau. Audiobook to nie jest wynalazek dzisiejszych czasów. Audiobooki są stare, starsze niż ja. Ja jako dziecię uwielbiałam słuchać bajek na płytach winylowych, Adapter jeszcze mam. Większość płyt się nie zachowała. Teraz tylko nośnik jest inny. Płyta CD, odtwarzacz MP3.

Zadziwiające jest to, że jedna książka może być wielbiona i nienawidzona. Tak jest np. z książką "Słoneczko". To moja ukochana książka. Nie tylko moja. Niektórzy z rozmówców również lubią tę książkę. Ale są i tacy, którzy jej nie znoszą. Julia Hartwing w wywiadzie mówi "Przyczyny, dla których książka trafia do nas lub nie ocierają się o tajemnicę". (s.113).


Warto wybrać się na na Antarktydę. Jeśli ktoś tam kiedyś będzie - może odszuka zakopany tam przez Marka Kamińskiego egzemplarz "Mistrza i Małgorzaty"?

Wiele razy byłam świadkiem dyskusji o tym co jest lepsze. Książka, czy tablet. Cóż, tablet ma swoje zalety. Ale za Kazikiem powtórzę: "Ktoś mówi, ze w tablecie można przewieźć 1200 książek, a w walizce, tak normalnie tylko trzy. No, ale przecież nikt nie przeczyta 1200 książek na wakacjach, ale trzy - owszem" (s. 241).

Jeszcze jedno. Nie pozbywajmy się pochopnie książek z dzieciństwa/młodości. Niektórzy z rozmówców uczynili to (np. himalaistka Anna Czerwińska) i teraz tego żałują.

Książkę polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz