niedziela, 11 stycznia 2015

Niebo w kolorze indygo

Jednym z chińskich przysmaków są suszone żółtka jajek. Ponoć nie są smaczne. Wierzę autorce na słowo.
Cóż, nie powinnam się dziwić. W Chinach jada się niemal wszystko. Żaden skrawek mięsa się nie marnuje. Nawet świński łeb. Nie będzie spojlerem, jeśli poruszę tu problem zjadania psów. Ania podróżując po Chinach, zwiedzając tamtejsze bazary wielokrotnie natykała się na psinę. Część Chińczyków wie, że cudzoziemców to razi, więc się usprawiedliwia (to tylko jeden...).

Wydawnictwo: Bezdroża
Data wydania: 4 marca 2013
ISBN: 9788324651573
Liczba stron: 256

Ania Jaklewicz podróżuje przez znane i mniej znane regiony Chin. Uczestniczy w różnych chińskich ceremoniach - tym poświęconym bóstwom i mającym na celu zapewnić mieszkańcom powodzenie. Uczestniczyła w chińskim pogrzebie i weselu.
Chiny nie są krajem jednolitym. To olbrzymi kraj.Mieszkają tam najróżniejsze grupy etniczne.
Autorka zwiedzała różne wioski.Preferowała mniej znane miejsca, rejony nie skażone cywilizacją. Niestety, o to w Chinach jest coraz trudniej.
Z jednej strony to chwalebne znaleźć się na liście UNESCO. Z drugiej strony w tym miejscu od razu rozwija się turystyka. Więcej turystów to więcej pieniędzy, ale także i śmieci.
Podobała mi się gościnność Chińczyków. Gościnność ma też swoje minusy. Odmówić picia wódki nie wypada. Ania była nią częstowana często. A ja nie lubię alkoholu :(
Wielu Chińczyków traktuje  turystę (szczególnie białego) jako źródło/worek pieniędzy. Może to mieć wyraz w detalach - np. uporczywe namawianie Ani na wypicie kawy.

Książkę wzbogacają piękne ilustracje przedstawiające zarówno mieszkańców Chin, jak i chińską przyrodę. Polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz