środa, 1 kwietnia 2015

Podsumowanie marca

MARZEC
31. Zosia z ulicy Kociej na wiosnę. – Agnieszka Tyszka (215 s.)
32. Żożo i Lulu – Elizabeth Duda (96 s.)
33. Ziemiomorze – Ursula K. Le Guin  (944 s.)
34. Australia – Barbara Dmochowska (248 s.)
35. Hera, moja miłość – Anna Ochimowska (159 s.)
36. Lot Komety – Anna Ochimowska (192 s.)
37. Demony na smyczy – Anna Ochimowska (189 s.)
38. Zosia z ulicy Kociej. Na wycieczce – Agnieszka Tyszka (224 s.)
39. Sieroce pociągi - Christina Baker-Kline (368 s.)
40. Ani słowa o Zosi – Zuzanna Orlińska (155 s.)
41. Najsmutniejsze dziecko – Cathy Glass (398 s.)
42. Zwierzoduchy. Polowanie – Maggie Stiefvater (235 s.)
43. Bajki wierszem – Julian Tuwim, Jan Brzechwa, Danuta Wawiłow, Igor Sikirycki, Hanna Januszewska, Lucyna Krzemieniecka, Wiera Badalska, Roman Pisarski, Anna Świrszczyńska, Zofia Rogoszówna, Oleg Usenko (245 s.)
44.  35 maja albo jak Konrad pojechał konno do mórz południowych - Erich Kästner (71 s,)
45. Rudy Dżil i jego pies. Kowal z Podlesia Większego – John Ronald Reul Tolkien (78 s.)
46. Za drzwiami mego gabinetu – Zbigniew Lew Starowicz (182 s.)
47. Grzegorz Kasdepke dzieciom – Grzegorz Kasdepke (272 s.)
48. U progu życia – Louisa May Alcott (318 s.)

Marzec: 4589 s.
Rok 2015: 11383

18 książek. Nieźle. Wprawdzie kilka z nich jest niezbyt obszerna objętościowo.  Na przykład dwa opowiadania Tolkiena. "Rudy Dżil i jego pies. Kowal z Podlesia Większego" liczy sobie 78 stron. Wprawdzie w dwóch kolumnach, ale...
Tłumaczenie: Maria Skibniewska
Tytuł oryginału: 
Farmer Giles of Ham.
Smith of Wotton Mayor

Wydawnictwo: Iskry
Data wydania: 1980
ISBN:
8320702208Liczba stron: 78

Jest to swojego rodzaju preludium przed "Władcą Pierścieni". Czytałam Hobbita. Niestety, poległam przy "Władcy Pierścieni". Co do Dżila - opowiadanie fajne. Ale sam bohater jest niezbyt miły, ponieważ bił swojego psa.  A ten smok na okładce jest nie bez powodu. Jest on jednym z bohaterów. 


Wydawnictwo: Dookoła świata
Data wydania: 29 listopada 2010
ISBN: 978-83-627-5400-7
Liczba stron: 96


Po książkę "Żożo i Lulu" sięgnęłam ze względu na autorkę. Znam ją z programu "Europa da się lubić" - widziałam parę odcinków. Autorka przykuła też moją uwagę tym, że ma takie same inicjały, jak ja. Jest pewne wyzwanie, które obchodzę nieformalnie.  Kogoś z inicjałami E.D. trudno jest znaleźć. To znaczy może niezbyt trudno, ale są pewne gatunki literatury, za którymi nie przepadam. Nie lubię Harlequinów, nie przepadam za książkami opisującymi zjawiska paranormalne. Nie chciałam też sięgać po poradnik dietetyczny. A Francję i Paryż kocham. Paryż wart jest mszy, jak się mawia. Mamy dwoje dzieci - Żożo i Lulu oraz ich szalonego wujka Charles'a. Z tą książką można zwiedzić parę fajnych miejsc w Paryżu, dowiedzieć się paru ciekawostek.  Jedyne, co mi przeszkadzało - to ilustracje.  Niezbyt przypadły mi do gustu. Po książkę sięgnę ponownie przed wyjazdem do Paryża - jeśli będzie mi dane drugi raz odwiedzić to miasto.

Najgrubszą książką było Ziemiomorze - pisałam już o niej.
Jedną z ciekawszych (też pisałam) była książka "Sieroce pociągi".

1 komentarz: