piątek, 7 lutego 2014

Wszystkie stworzenia małe i duże

źródło


O Jamesie Herriocie już pisałam tutaj.
Przypomnę publikacje J. Herriota.
  • 1970 – Jeśli tylko potrafiłyby mówić (If Only They Could Talk)
  • 1972 – To nie powinno się zdarzyć (It Shouldn't Happen to a Vet)
  • 1973 – Nie budźcie zmęczonego weterynarza (Let Sleeping Vets Lie)
  • 1974 – Weterynarz w zaprzęgu (Vet in Harness)
  • 1976 – Weterynarze mogą latać (Vets Might Fly)
  • 1977 – Szał pracy (Vet in a Spin)
  • 1979 – Yorkshire (James Herriot's Yorkshire)
  • 1981 – Boże stworzenia (The Lord God Made Them All)
  • 1992 – Wszystkie stworzenia (Every Living Thing)
W Polsce początkowo ukazał się jedynie jednotomowy wybór, wydany w 1980 r. przez wydawnictwo "Czytelnik". Od roku 1995 ukazywały się kolejne tomy całego cyklu, wydawane przez oficynę Zysk i S-ka
Wszystkie stworzenia małe i duże... - James Herriot
Tłumaczenie: Irena Doleżal-Nowicka
Tytuł oryginału: All Creatures Great and Small
Wydawnictwo: Czytelnik
Data wydania: 1980 (data przybliżona)
ISBN: 8307001005
Liczba stron: 338


Wcześniej czytałam  "Jeśli tylko potrafiłyby mówić" i "To się nie powinno zdarzyć" . Dwie z trzech pozycji dostępnych w mojej bibliotece. Jest jeszcze jedna pozycja. Wydana w 1980 roku książka pod tytułem "Wszystkie stworzenia małe i duże".
Ech... Jeśli powiem, że się zawiodłam to będzie nieadekwatne słowo. Bo lubię twórczość J.Herriota.
Lubię Siegfrieda Farnona i jego brata Tristana.
Dlaczego książka mnie zawiodła? Bo jest połączeniem dwóch poprzednich tomów. Do książki zostały dodane tylko dwa rozdziały.


Drugi tom zakończył się tym, jak James smalił cholewki do Helen.
No i mamy epilog. Nie będzie spojlerem, jeśli wspomnę o oświadczynach w oborze (o rękę Helen poprosił jej ojca po wyjęciu ręki z macicy rodzącej krowy) i romantycznym miesiącu miodowym spędzonym na robieniu prób tuberkulinowych u bydła ;)

Ech, praca weterynarza na początku lat 40 była fascynująca. Fascynujący w każdym razie byli mieszkańcy Darrowby w Yorkshire. Niektórzy z nich wiedzieli lepiej od weterynarza, co dolega krowie. Proponowali zadziwiające praktyki lecznicze, np ucięcie krowie ogona, w którym ponoć gnieżdżą się robaki ;)

Podziwiam Herriota, że wstawał w środku nocy i jechał do rodzącej krowy. Dziwne, że podziwia się lekarza za to, że wypełnia swój obowiązek, prawda?
Dziś wielu weterynarzy miałoby z tym trudności. Sama miałam szczęście, że w drugi dzień świąt gabinet weterynaryjny miał dwugodzinny dyżur (akurat kot mi ciężko zaniemógł, już myślałam, że odejdzie). A (już nie pamiętam z jakiej to okazji) z trudem znalazłam weta, który zgodził się przyjechać na wizytę domową do pupila.

Szkoda, że pozostałe pozycje Herriota są niedostępne. Jestem ciekawa pozostałych przygód Herriota.
Podobno uczestniczył w wojnie.
No i "Kocich opowieści". Psich też, zabawny był ten Tricki (a raczej jego pani).

Książka pasuje do dwóch wyzwań - czytam książki wydane przed 1990 rokiem i wyzwania bibliotecznego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz