poniedziałek, 16 grudnia 2013

De gustibus non est disputandum

Zaczęłam czytać książkę "Zwiadowcy" J. Flanagana. Pełna obaw. Wypożyczyłam tylko pierwszą część, w obawie, że mi się nie spodoba. Jedna z osób z Facebooka odradzała mi tę książkę. Ponoć jej zajęło przeczytanie "Zwiadowców" 1,5 godziny. Cóż, mi przeczytanie tej książki zajmie więcej czasu. Jestem w połowie. Czytam o spotkaniu Willa i Halta z Solnym Piotrem.
I muszę powiedzieć, że książka mnie wciągnęła. Na tyle, że dzisiaj wypożyczyłam drugą część - "Płonący most".  Książki, mimo, że liczą około 300 stron wcale nie są pisane czcionką, taką, jak z elementarza.
Bardzo mi szkoda szykanowanego Horacego, jestem ciekawa, jak ten wątek się rozwinie.
Jestem ciekawa, czy część druga zachęci mnie do sięgnięcia po kolejne tomy. Rozumiem, że X-owi książka się nie podobała. Nie ma książki, którą pokochałoby 100% populacji. Najbardziej zabolał mnie zarzut, że książka pisana jest ogromną czcionką, taką, jak w Elementarzu. Bo ponoć w czytniku do E-booków zajmuje tylko 150 stron.
Moje ukochane "Przeminęło z wiatrem" też się nie każdemu podoba.
Mi nie podobają się uwielbiane przez wielu "Muminki" (na razie poza "Kometą nad Doliną Muminków", którą oceniam na 5). Tak więc każdy ma prawo do własnej oceny. Bo przecież, jak napisałam w tytule o gustach się nie dyskutuje.
Jestem ciekawa, jak długo potrwa moja przygoda ze "Zwiadowcami".

Wydawnictwo: Jaguar
Tytuł oryginału:
Ranger's Apprentice: The Ruins Of Gorlan
Data wydania: 2009
ISBN: 9788360010884
Liczba stron: 320

Kolejnym wyzwaniem będzie "Baśniobór". Również zamierzam przeczytać choć jeden tom. Niestety, w 2013 roku chyba nie zdołam rozpocząć lektury.

2 komentarze:

  1. Właśnie skończyłam pierwszą część. Przed czytaniem ociągałam się dość długo i to tylko dlatego, że. ..,,Zwiadowcy'' są modni. Po prostu rzadko czytam książki, o których się mówi, bo dotychczas sądziłam, że są pozbawione uroku.
    Wiele razy przechodziłam obok ,,Zwiadowców'' w bibliotece i bezlitośnie wodziłam wzrokiem po tytułach, niemając chęci, by sięgnąć po pierwszy tom. Seria wydawała mi się przereklamowana, tyle osób ją czytało.
    Przed tegorocznym wyjazdem nad morze wybrałam się z mamą do księgarni, by kupić sobie,, coś na drogę''. I oczywiście natknęłam się na tę serię. Bez wahania wyciągnęłam ,,Ruiny Gorlanu'' i przeczytałam tył książki, ciekawa, co takiego kryje się na jej stronach.
    Jako, że nie było innych książek, które mogłyby zaspokoić mój głód ( oprócz ,,Córki Carycy'', gorąco polecam!) kupiłam właśnie pierwszą część,, Zwiadowców''.
    No i cóż. Urzekła mnie. Ten epicki urok.
    Bohaterowie. W czasie siedmiu dni przeczytałam ją cztery razy, aż tata stwierdził, że coś jest ze mną nie tak. Mama stwierdziła, że po prostu zabrałam za mało książek i nie mam co czytać i wypożyczyła mi swoje.
    Nie umiem się doczekać, aż wróci z urlopu pani z biblioteki, by móc sięgnąć po kolejne części.
    Tymczasem przeglądam wszystkie możliwe recenzje na temat serii i natknęłam się na Twój blog.
    Pozdrawiam serdecznie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też żywiłam obawy przed lekturą. Pierwszy raz o "Zwiadowcach" usłyszałam w 2010 roku. Po książkę sięgnęłam przed Sylwestrem 2013 roku. Wypożyczyłam tylko jeden tom i szybko pobiegłam po następne. Potem niecierpliwie oczekiwałam na zwrot "okupu za Eraka" - ktoś miesiąc trzymał.

      A książka nie musi się każdemu podobać. Taka książka uniwersalna nie istnieje ;)

      Usuń